Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
wtorek, 04 maja 2010
I JUŻ PO...

tym razem po tzw długim weekendzie.

Teściowa nie padła za zawał, a co więcej myślała, że żartujemy z obsadą brzucha. Jak już do niej doszło, to zawyrokowała: "3 dziewuchy!" Tak więc te kwestię mamy obgadaną :) Szok u mojej szwagierki (którą trudno zaszokowac czym kolwiek) utrzymywał się dość długo :) podobnie jak szok u moich kuzynek. Dziwnym jest, że tylko nieliczni nam gratulują!!!! tia.

Gdyby raz jeszcze kiedyś wpadło mi do głowy jechać w długi majowy weekend do na ten przykład Kołobrzegu, lub innego nadmorskiego kurortu palnicie mnie w potylice nawet bez ostrzeżenia!!! Koszmar!!! do tego mieliśmy do dyspozycji mały, szybki, zwinny samochodzik... no niestety moim i naszych pisklaków przeznaczeniam chyba są jednak vany!!! Cierpiałam okrutnie i choć to dziwnie brzmi w 9 tygodniu to brzuch stawał mi "okoniem". Był twardy i wyglądał na 6 miesiąc. Źle się czułam. Wczoraj wyraźnie zwolniliśmy i dziś wygląda na to, że brzucho wrócił do normy.

To tyle z wiesci weekendowych. A teraz do roboty, żebym mogła z czystym sumieniem pójść na długiiiiieeee L4.

poniedziałek, 11 stycznia 2010
DZYŃ DZYŃ DZYŃ

Czy ktoś widział 30 nobliwych urzędasów na kuligu na małych saneczkach???? Ja też nie, ale możliwe, że jak wypali to taki widok jest do zobaczenia. Trzymajcie kciuki - w piatek po robocie KULIG!!!!

A tymczasem mamy taki zakręcony poniedziałek, że ho ho. Na szczęście do 17 juz niedługo. A potem idę na siłownie. Bo  nie chwaląc sie zanazbyt byłam w piatek na pilatesie i dziś zaczynam jazdę na siłowni :) Kurcze aż samej mi trudno w to uwierzyć, że sie za to wzięłam.

Tymczasem, gdyby ktoś miał opchote, to niech zajrzy tu: http://rozmowynakanapie.blox.pl/html

sobota, 02 stycznia 2010
BĘDZIE TRUDNO...

...wrocić do rzeczywistości. I ile po świętach wróciłam do pracy prawie bez żalu, o tyle teraz będzie mi trudno. Nasze ostatnie dni były po prostu piękne i postaram sie zatrzymać je w pamięci i przywoływać w chywilach zwątpienia. Byliśmy razem, wygłupialismy się i bylismy blisko siebie. Znów dochodze do wniosku, że naszym największym wrogiem jest codzienna gonitwa i konieczność rozstawania się ze względu na sparwy zawodowe...

Nasza rodzina jest trzyosobowa i postaram się, by się nie zmniejszyła. Każde z nas potrzebuje każdego z nas. Chciałabym by w nadchodzącym roku nam siebie nie zabrakło.

Misza śpi, mężu na męskich rozmowach, a ja słucham trójki i zwijam się pod kołderkę z książką. pa.

wtorek, 03 listopada 2009
W TROPIKI

Poniwaz nasze plany zrobienia sobie długiego weekendu wzieły w łeb postanowilismy wzorem roku poprzedniego uczcic nadchodzący dzień niepodległosci wyjazdem  tropiki :):):) > Jakieś dwie i pół godziny autemi już! http://www.tropical-islands.de/ 

Ciekawe ilu Rodaków spędzi ten dzień podobnie :) W tamtym roku 11 listopada zkolnizowaliśmy tropikalna wyspe na ten jeden dzień.

czwartek, 01 października 2009
FRUUUUUU

tym razem nie ja, i raczej w dół niż w góre.

Pewna ważna osoba u nas u firmie (długodystansowi czytelnicy moga sie chyba domyslać, choc starałam się o tym nie za duzo pisać) została nazwijmy to po imieniu zdegradowana. Prawdą jest ze długo i "ciężko" sobie na to pracowała. W zasadzie gnębiła i poniżała kogo tylko mogła. Klepała z uśmiechem po plecach chyba tylko po to by wyczuć, w które miejsce najłatwiej jest wbić przysłowiowy nóz w plecy i jak miała okazje wbijała go.

Choc to brzydkie uczucie, to wszyscy unoszą się na skrzydłach ogólnej szczęśliwości pare centymetrów nad ziemią. I banan każdy ma na twarzy i sprężystym krokiem chodzi po korytarzach. Padł pomysł otwarcia szapana i bankieciku.

Wszyscy z wyjątkiem wydziału, w którym wylądowała na zsyłce, i nie jest to nasz wydział :):):):):) Jesień stała się niespodziewanie jeszcze piekniejsza.

poniedziałek, 21 września 2009
..

To chyba juz koniec latania na jakis czas :) Wróciliśmy. Podróz przyjemna, Monachium z w zasadzie stare miasto bardzo mi przypadło do gustu, ludzie w Bawarii faktycznie róznia się od reszty niemieckiej populacji. Są tacy bardziej południowi w swoich charakterach. No i Oktoberfest totalnie odjechany hi hi hi. Jak to chłopaki skwitowali. Troche inne ciuchy, troche inna muzyka,  a jakby im rozebrac te namioty i nawiźć troche piachu i polac woda to woodstock wypisz wymaluj :)

Może napiszę cos więcej, ale nie obecuję, bo juz mam duży niedoczas :)

ps. jak ja niecierpie zmian na bloxie

poniedziałek, 14 września 2009
WRÓCILIŚMY

Urlop można nazwać udany pod względem miejsca pobytu, zaprowiantowania, wspólnego czasu, towarzystwa, ba! nawet pogody, mimo prawie monsunowego deszczu w piątek.

Urlop był także pouczający. Nauczyliśmy się, że to co nam wydaje się fajne niekoniecznie musi podobać się naszemu synowi. Michał pięknie zniósł podróż w obie strony, potrafił się ładnie przez dłuższa chwile pobawić, naszych współurlopowiczów zaakceptował szybko i polubił tak jak my, ładnie spał. Niestety odmówił współpracy w kwestii jedzenia. W połowie urlopu odpuściliśmy sobie nakłonienie go do jakiegokolwiek jedzenia. A wiadomo, że głodny oznacza wzrost marudzenia. Akceptował mleko, serki z marketu, od czasu do czasu suchą bułkę i pił wodę z sokiem. Co dziwne nie tknął swoich ulubionych rzeczy jak np. warzywa (czasem dziubnął pomidora, ogórka zbojkotował). Nawet nie mogliśmy go napaść słodkościami, bo miał je tez w poważaniu. Po rozmowach z innymi matkami z latoroślami w tym samym wieku okazało się, że nie Misza nie był oryginalny w tej kwestii. W końcu doszliśmy do momentu, że na posiłki chodził wyłącznie towarzysko i było git.  Co dziwne nie schudł ani grama!!! Sprawdziliśmy na lotniskowej wadze przed i po wylocie.

Basen był akceptowany tylko ten, który sięgał mu do kolana. Omówił zakładania rękawków i wejścia z nami do głębszego basenu, co więcej jak zobaczył któreś z nas pływające, z płaczem kazał nam czym prędzej wychodzić. Morze również zbojkotował a niestety drobnokamienista plaża wydawała się go atakować i nie pomógł tu nawet zakup „wodnych bucików”. Nie podobały mu się rodyjskie upały.  Przemykaliśmy się  więc w cieniu,  Miś odżywał popołudniami dopiero po swojej 2 godzinnej drzemce, a my się nie spaliliśmy J.  Można powiedzieć, że generalnie tak koło czwartku/piątku zaaklimatyzował się, aczkolwiek też nie do końca. Na urlop w przyszłym roku chyba wybierzemy się do Norwegii J.

Najbardziej podobały mu się nasze wycieczki samochodowe, chyba głównie dlatego, że sytuacja była mu znana tzn. fotelik i jadący samochód. Na wycieczkę po starówce Rodos nie wzięliśmy wózka i większość zwiedzania (i tak poważnie skróconego) spędził u taty na rękach. W ogóle w czasie pobytu to tatuś był trendy!!!! Co mamusi wcale nie przeszkadzało J a tatuś był wyraźnie dumny J ale potem już raczej zmęczony.  

Z jednej strony myślę, że po rak kolejny zafundowaliśmy małemu mnóstwo stresu i mamy wyrzuty sumienia, z drugiej strony uważam, że powinniśmy fundować mu ten stres częściej, żeby uczył się go pokonywać.

Ach zapomniałam o eskalacji fazy buntu dwulatka!!! Dokładnie o czasie, bo Miszka na urlopie skończył 2 latka!!! Faktem jest też, że bunt mógł wynikać, z tego, że nagle przez cały dzień mama i tata jest pod ręką i można cos pokombinować J. W codziennej rzeczywistości nie ma na to specjalnie okazji!!! Jasnym jest, że rutyna w przypadku dziecka bardziej niż u dorosłego daje poczucie bezpieczeństwa. Brak rutyny oznacza brak wiedzy, co czyha za rogiem, a to sprawia, że trzeba próbować walczyć o swoje bardziej niż zwykle, np. przemieszczanie się najchętniej u tatusia na rączkach.  Na początku podchodziliśmy do tego buntu bardzo poważnie, ale rozpatrzywszy kwestię ratowania resztek naszego urlopu wrzuciliśmy na luz i Miś jakoś zostawał zbity z pantałyku. Dało mi do myślenia, że za mało czasu z nim spędzamy… na razie nie ma możliwości zmiany tego faktu.

A tak miedzy nami, to plan na ten rok Miszkowego życia to: 1) przekonać, że woda w basenie lub morska jest fajna, 2) odzwyczaić od smoka, który wydawał mu się ostoją w czasie pobytu i go nadużywał, lub chociaż próbował nadużywać, 3) odpieluchowanie, bo chodzenie bez pieluchy powoduje przede wszystkich wstrzymywanie sikania, 4) zapisanie do akademii malucha, gdyż na żłobek nie mamy już żadnych szans, a konieczne jest uspołecznianie młodzieńca z rówieśnikami.

Przed nami weekend poza domem, bez dziecka. Choć poniekąd związany z pracą, to postaramy się go we dwoje dobrze wykorzystać J i nabrać siły na wyzwania czekające nas w następnym Miszkowym roku.

Tymczasem mam bolesny powrót do pracowej rzeczywistości i co odnotowałam ze zdziwieniem jadąc do pracy  bolał mnie dziś brzuch. Jeśli nasz wyjazd się uda, może zmienię pracę, a może po prostu znowu dorzucę sobie kolejne obowiązki…  

czwartek, 13 sierpnia 2009
GWIAZDA TV

Zawezwał mnie dziś szef szefów, u którego siedziała "trzecia w hierarchii" i mówi:

- Przyjdzie dziś do nas pani z TV zrobic wywiad na temat naszych inwestycji. Ja wyjeżdzam, wice też, naczelnika nie ma, padło na panią.

- Ależ szefie, ja do TV?  ja sie nie nadaje, no i kamera dodaje 5 kilo, nie zmieszcze sie w kadrze, poza tym jak ja wyglądam. - Tu przypomniała mi się dzisiejsza uwaga jednego z szefów "co to za satanistyczą koszulke dziś mam".

Niestety nie dało sie wyręcić. Mam tylko nadzieję, że pani z TV do nas dziś nie dojedzie.

Patrząc na to z innej strony, połechatało mnie mile, że wymienił mnie jako 4 w kolejności.  Wiem, wiem okres urlopowy, normalnie nawet by o mnie nie pomyślał :) Tym bardziej było mi miło, że przy tym była "trzecia w hierarchii", a szef szefów wcale nie wziął jej pod uwagę :):):):):)

wtorek, 09 czerwca 2009
BOJ_KOT

Moja mama pojechała na wakacje. Tydzień jej nie było. Wróciła w sobote. Nasza kicia to oczko w głowie mojej mamy, mama to jej (jak sie wydawało) ukochana pańcia, choc przy kotach to trudno określić kto jest czyim włascicielem :)  

No i kicia w czasie jej nieobecnosci z tęsknoty jakaś taka markotna była. Stołowała sie u nas, spała albo u nas w łózku, albo na tarasie na fotelach. Starałam się ją dopieszczać, a ona chodziła z nami na spacery niczym psisko. Wróciła mama, kot dalej śpi u nas, je u nas, łazi za Michałem i za mną, nawet reaguje na wołanie mojego męża, choć wszystkim wiadomo, że nie przepadają za sobą, a omija szrokim łukiem mame. Przekupstwo nie działa, mizianie nie działa, ucieka od maminych piwszczot. Jak może to udaje, że jej nie widzi, nie przyłazi na góre na jedzenie, normalnie obrażona na mame maxa. Zwykle taka sytuacja trwała dzień lub dwa, a tu BOJ_KOT trwa juz czwartą dobą... ciekawe jak długo....

Jak ktoś ma podobne doświadczenia niech da znać, jak wytrwałe sa koty w obrażaniu się, co????

poniedziałek, 01 czerwca 2009
STAROŚĆ NIE RADOŚĆ

podnosiłam rano Miszke i chyba strzelił mi kręgosłup... boli bardzo, ruszam sie jak robokop. Męża nie ma, babci nie ma.... he he he ciekawe jak będę go dziś wkladać i wyciagać z wanny, o innych sytuacjach nie wspomne...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9