Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
poniedziałek, 26 lipca 2010
5 KROMEK

Po zawiezieniu Misia do niani wstępuję do piekarni i kupuję zwykle 5 kromek razowego chleba. Ponieważ męża ni ma, a jak jest to pieczywa i tak mało jada, a Misza to woli bułeczki (te dostarcza mu dziadzio codzień o 7 rano!!!)  owe 5 kromek starcza na 2 dni. Dziś standardowo prosząc o te kromki pomyślałam sobie o tych moich chłopakach co dorosną i 5 kromek, to trzeba będzie kupowac jednemu na sniadanie.... razy 4 chłopaków.... Znowu będę mogła gotować gary zupy, bo nie lada wyzwaniem jest dla mnie gotowanie na 2 i pół osoby a i tak mamy na 2 dni... zamiast paru plasterków wędliny będę kupować jakies absurdalnie duże ilości a zamiast kilorama marchewki - worek :) W końcu może przyda się nieużywana od lat zamrażarka....

Trudno mi to ogranąć.   

Po tym jak okazało się, że mamy Wisienkę w zestawie, wszyscy rozwodzą się nad jej charakterem. A to, że będzie jak królewna a to, że chłopaków ustawi.... więc jeśli charakterek będzie miała po swojej babci (a mamie męza) to z pewnością chłopaki mają przerąbane. Zochna ustawi się tak, że mucha nie siada, a w życiu nie zginie, do tego będzie nieźle wyszczekana i co tu kryć bez roboty chwili nie wytrzyma :) a jak po mojej babci to raczej spokojniutka, ale do czasu bo jak któryś przeholuje, to będą wióry latać :)

A Miś jakby coraz bardziej zaczyna kombinowac sobie z tymi trojaczkami. Wczoraj cały ranek opowiadał, jak będzie sie bawił ale tylko z braciszkami!!! Poza tym coraz częściej przykłada głowe do brzucha, puka i woła: "hej hej trojacki" i chce wejść też do brzucha. Dziś natomiast stwierdził, że rozbita szyba w jego wozie strażackim to spawka "trojacków".

Miś ostatnio w ogóle sporo kombinuje. Dziś rano jadąc do nani, stwierdził, że zamiast do nani wolałby jechać ze mną na wycieczkę do ludzi i dzieci!!! Co dziwne, wydaje mi się, że to właśnie u niani kręci się więcej ludzi i dzieci niż u nas.... nie wiem co o tym myślec.

A wczoraj odwiedziliśmy tate na polu woodstockowym w Kostrzynie. Gdy Miś dowiedział się gdzie jedziemy zapytał od razu czy będą tam emememsy i żelki!!! Skąd takie skojarzenie? Mężu  mówi Miskowi zawsze, że jak będzie w Kostrzynie to kupi mu (na wolnocłowym) właśnie te smakołyki i teraz Misza kojarzy Kostrzyn głównie ze słodyczami.  

A tak między nami, to chciałaby żeby te trojacki były już na świecie... 

piątek, 23 lipca 2010
NJUSY

Pierwszy njus (dla tych co w centralnej i wschodniej Polsce): na zachodzie leje od świtu!!! i temperatura taka, że założyłam polarek, bo siedze sobie na tarasie i chłodek powiewa. Cudnie!!!

Mimo zastzreżeń (moich) wyjazd do Poznania był dobrym posunięciem. Sama klinika na Polnej robi wrażenie takie sobie, zresztą jak większość szpitali. Pracownia USG w porównaniu z tą w Szczecinie wyglądała obskurnie i miała w nosie samopoczucie pacjentów. Szczecin to faktycznie wypas i mimo obecności studentów zachowano minimum intymności pacjenta. W Poznaniu mają to gdzieś i gdy pan doktor robił mi usg wewnątrzmaciczne u moich stóp siedziało kilku studentów. No nie czułam sie komfortowo.

Po południu byłam umówiona na wizyte (konsultacje) z panią doktor, która w owej klinice pracuje, chciałam się dowiedzieć paru rzeczy w przypadku ewentulanej hospitalizacji w Poznaniu. Dodatkowo ostatnie 2 wizyty wychodziłam wkurzona od mojego lekarza prowadzącego i potrzebowałam dla spokojności też innej opinii. Nie chce o tym pisać, ale jeśli ktoś będzie mnie pytał o zdanie to go raczej juz nie będę polecać.

Wracając do wizyty w Poznaniu jestem bardzo zadowolona i postanowiłam po pierwsze, że babeczka nas będzie dalej pilotować, po drugie jednak podjełam decyzję o porodzie w Poznaniu. Poczucie bezpieczeństwa jakie zagościło w mojej głowie bezcenne!!! Boje sie całej logistyki, ale będziemy musieli jakoś sobie z tym poradzić, Miś także. Gdyby ktoś z Poznania byłby chętny mnie odwiedzać to już zapraszam :), bo niestety dystans z mojego miasta nie pozwoli na codzienne wizyty moim bliskim :(

No i njus dla ciekawskich (najbardziej ciekawa była moja sąsiadeczka, która mi dzielnie kibicuje). W brzuchu zamieszkują: Zośka, Julo i Olo :) Dziewcze ma już ksywke wisienka :) jakoby ta wisienka na męskim torcie :)  

Cały czas sie zastanawiam, czy starczy mi miłości na taką gromadkę....

poniedziałek, 19 lipca 2010
DŁUGAŚNY WPIS

donoszę, że kryzys woodstockowy został narazie jakoś stłmaszony, bo że zażegnany to boje sie napisać. Poukładałam sobie w głowie, choć niewykluczone, że ten porządek jest pozorny i sie jeszcze ze trzy razy wywróci.

Wczorajsza niedziela nie należała do idealnych, bo moja mama postanowiła mi posprzątać w domu!!! Po próbie oporu, zrezygnowałam, choć kosztowało mnie to sporo nerwów. Poza tym nie od wczoraj wiadomo, że Michał bezbłędnie wykorzystuje sytuacje dwuwładzy. Najbardziej frustruje mnie, gdy nie moge mojemu synowi zaproponować nawet głupiego spaceru, a wczoraj nawet wypad na plac zabaw, był niemożliwy, bo mężowi padło auto i pojechał do Kostrzyna na cały dzień moim samochodem.

W ogóle z tym autami to u nas zawsze dośc dziwnie jest. Bywało, że przed domem stało 5 aut i nic sie nie działo poza problemem z zaparkowaniem tego komisu. A teraz brat zmienia autko, sprzedał swoje, a nie kupił jeszcze nowego, męża padło, więc rodziców auto pojechało na weekend z bratem, a moje z mężem i przed domem rower :) na który z żalem też kurcze nie moge wsiąść. Uziemienie pełne.

Sama czuję, że tak klucze i klucze w tej notce o byle czym, a sprawa zaczyna być poważna. Zrobiłam sobie badania na własną rękę. Cukier poniżej normy, do tego anemia w rozkwicie, a na domiar złego jeszcze lekkie odwodnienie, choć wydawało mi sie, że piję dużo. Zaczynam rozumieć, dlaczego czasem ciężko mi wejść po schodach do rodziców. Dodatkowo zignorowałam swój coroczny problem, który pojawia się mniej więcej w okolicach lipca, tj niedobór magnezu i potasu, więc skurcze, brak koncentracji i pikające serduszko mam do kompletu. No i niestety jem tez  kiepsko, ale kto teraz je z apetytem?! (choć zaskakujące było usłyszeć od cioci: "dziecko jak ty schudłaś!" mimo wielkiego brzucha z przodu). Ciekawa jestem, co powie na to jutro na wizycie pan doktor i co faktycznie pokaże jego waga. 

I jeszcze jedna kwestia. Od dwóch dni nie śpie, a jak śpie to kiepsko i z kiepskimi snami. Powód owszem znam. nie powinnam się nim przejmować, a jednak to robię. Na trojaczkowym forum jest taka laska, która miała trojaczą ciążę w niemal tym samym zaawansowaniu co moja. Jakoś się mentalnie zakumplowałam z nią. Okazało się, że niestety straciła swoje dzieci w 19 tygodniu, mimo, że wczesniej było wszystko OK. I jakoś ta informacja mnie dobiła i przestraszyła. To jest to czego sie najbardziej boje. Ni stąd ni zowąd wszystko w niwecz, żeby nie powiedzić jebut i w pizdu. Czasem mam juz dość mojego stanu, ale bardziej przeraża mnie, że tego stanu (zwanego przez niektórych chyba mylnie błogosławionym :) nie będzie i dzieci nie będzie. Czasem mówiłam sobie pod nosem, że nie nadaję się na matkę wielodzietną i pytałam, czy Ten na górze wiedział na pewno co robi zsyłając nam aż (!) trojaczki, podczas gdy inni tak bardzo starają się o dziecko. Ale myśl, że chciałby mnie doświadczyć ich utartą wydaje mi się dużo bardziej okrutny. Przy tym cały czas jednak towarzyszy mi myśl, o zdrowych jak ryba trojaczkach. Pogmatwane te moje myśli. Chyba trudno to zrozumieć.         

I podążając za propozycjami na owym forum, wyznaczyłam sobie date przed którą nie ma nawet mowy o porodzie :) tj Dzień Nauczyciela :) 14 października. A tak poprawdzie to "zafiksowuję się" na  datę 20.10.2010 (ładna, nieprawdaż!?) :) I koniec. Wiem, że jak chcesz rozśmieszyć Pana Boga to powiedz mu o swoich planach, ale biorąc to ryzyko pod uwagę mimo wszystko tego planu mam zamiar się trzymać.

To tyle mojego przydługiego wpisu. Trzymajcie kciuki za badania w Poznaniu.

cmok cmok wasz Rene :)      

czwartek, 29 kwietnia 2010
SZEF OŚWIECONY

W obliczu planowanego pójscia na L4 nie pozostało mi nic innego, żeby radosną wieść przekazać szefowi wszystkich szefów. Zaczynam więc dość klasycznie, bo ponoc jakies słuchy go juz doszły, więc co sie będę rozwodzić:

- Szefie jestem w ciązy.

- Gratulacje - usłyszałam nawet z dosc duzym entuzjazmem

- Pogratuluje mi Pan jak cała trójka szczęśliwie przyjdzie na świat - tu puszczam uśmiech od ucha do ucha (bo tego się raczej nie spodziewał) i kątem oka dostrzegam proces myślowy.

- Trzy? - słyszę z niedowierzaniem -Trojaczki? O kurcze - zaczyna się drapac po głowie - tak zupełnie natralnie?

- I dlatego najpradopodobniej od około 20 maja ide na L4.

U niego widze proces myślowy trwa, dlaej mówi jakby na wydechu :

- To na kiedy?

- 1 grudnia,  ale chciałbym wytrzymac do października chodziać.

- No tak tak pewnie będzie szybciej, - wiedze kombinuje dalej - to jakąś wyprawke trzeba, wózek, i auto większe.. - ja tylko potakuję, a on wypala nawiązując do rozmowy naszej sprzed dosłownie chwili o hasłach promocyjnych - o kurcze niezła reklama dla nas takie trojaczki. Co pani sądzi o haśle "jak masz problem przyjedz do nas..." albo "tylko u nas naturalnie..." - zacina się jednak a ja myśle ... no dobra co ja myśle to moja sprawa, a jak przyjdzie co do czego to się zgłoszę w sprawie tej wyprawki :):):)

Boję się o moja teściową, żeby nie zasłabła gdy się jutro dowie...

Bardzo bym chciała, żeby się udało, z każdym dniem bardziej...

Kurcze wybaczcie, że trojaczki zdominowały mi bloga i wcale nieobiecuję poprawy w tej kwestii.

środa, 28 kwietnia 2010
DONOSZĘ

Cała trójka trzyma sie dzielnie. Wszystkie tętna biją. Wprawdzie jeden pisklak wygląda troche rachitycznie, ale pika :)

Tym razem długo rozmawialiśmy. Siedziałam u niego dobre 45 minut. Doktorek po USG przyzał, że całe 2 tygodnie zastanawiał się, czy aby sie nie kropnął w obliczenia co do ilości :) Nie obraliśmy wprawdzie jeszcze taktyki na najbliższe miesiące, gdyż pare kwestii muszę przemyśleć i przedyskutować z mężem. Mimo, że jest to jego piewsza trojacza ciąża (do tej pory prowadził tylko max bliźniacze), pan doktor pojął się dalszego prowadzenia mnie, ale równocześnie obiecał, że jeśli nie będzie sobie radził, wtedy nie będzie ściemniał i przekaże mnie w dobre ręce (najprawdopodobniej te dobre ręce będą w klinice na Polnej w Poznaniu). Zresztą na badania w 12 tygodniu chyba tam własnie się udamy.

Musimy zastanowić sie nad badaniami prenatalnymi, tymi inwazyjnymi. Muszę poczytać o korzyściach, ryzyku i zastanowić się co zrobimy z ewentualnymi wynikami, gdy okaże się na przykład, że są złe. Jeśli ktoś ma z was jakąs wiedze na ten temat to prosze się zgłaszać na ochotnika. Chętnie posłucham.

Plan minimum to 30 tydzień. 15 wrzesień to absolutny deadline. Chciałabym w zdrowiu dotrwać chociaż do tego czasu Choć ideałem byłoby dociągnąć do października. Przede mną lato i wybaczcie mi, ale wolałabym, żeby nie było zbyt upalne. Przed nami Miśkowe przedszkole a jego poczatek przypada to akurat w czasie kiedy na bank będę leżeć a być może już w szpitali. Boję się o jego traumy, żeby mu nie pozostały, żeby przyjścia na świat rodzeństwa źle nie kojarzył. Do tego przeprowadzka na góre.... dzizas.

Najistotniejsze teraz to utrzymanie w ryzach ciśnienia. Wczoraj było iedalne 120/80 :) i niech tak się trzyma.

To w zasadzie juz wszystko na teraz. Postanowiłam w najbliższych dniach poinformować moje pracowe koleżanki, że nie mogą na mnie liczyć...., bo najprawdopodobniej za 3 tygodnie zwijam się na L4 nawet jeśli będę się w miare dobrze czuła.

wtorek, 27 kwietnia 2010
MOTTO NIE TYLKO NA DZIŚ

Musze powiedzieć, że póki co moja mama zupełnie inaczej zachowuje się jak przy poprzedniej mojej ciąży. Jak wiecie (lub nie) poprzednim razem strasznie działała mi na nerwy a ciśnienie rosło mi po każdej rozmowie :) Nie potrafie wytłumaczyc dlaczego tak było, ale było. Teraz okazuje luz jakiego tym razem mi brakuje. Zresztą mój małżonek też jakis taki luzak.

Przede mną dziś wizyta u gina. Nie mam pojęcia czego moge się spodziwać. Moze znajdzie czwartego pisklaka, a może będzie ich mniej niz poprzednim razem. Powiedziałam mamie, że trochę się stresuję tymi niewiadomymi. Może trojaczki to był tylko sen??? (już niekoniecznie koszmar). W każdym bądź razie dostałam od niej taką odpowiedź: "martw się tylko o te rzeczy, na które możesz mieć jakiś wpływ"!

I tu miałam skończyć moją notke, ale zaczęłam drążyć przysłowiową dziurę w całym. To na co do cholery ja mam wpływ!!! Czuję się pominięta, w tym całym procesie "tworzenia".

Trzymajcie kciuki, bo mogą być mi potrzebne.