Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
PRZEMYŚLIWUJĘ

Od piątku mam dużo myślenia. Przestaje się dziwić rodzicom, którzy w obawie o swoje pociechy i ich przyszłość (nie tylko czysto związaną z uczeniem, ale raczej wychowaniem) zakłądają swoje przedszkola lub szkoły, albo nie posyłają dzieci do placówek... W piatek byłam u pracowej koleżanki, którą zresztą polubiłam dośc szybko, a że ma syna rok starszego od Misia miałyśmy sporo wspólnych tematów. No i odwiedzilismy ją w piatek.

My gadałysmy a chłopaki się "docierali". W sumie sie dotarli przez zmęczenie materiału, ale...Muszę przyznać, że syn koleżanki to niezywkle inteligentna i kreatywna bestyjka, a mój przy nim to jak niewinne dziecie błądzące we mgle. Niestety ta inteligencja była wykorzystowana przez 4 latka w różny sposób, niekoniecznie taki jak życzyliby sobie dorośli. A mój 3 latek okazał się po raz kolejny niezwykle szybko uczącym sie przez przykład chłopakiem. Dodajmy przez często niezbyt pozytywny przykład.  Tak więc zaoferował nam Miś przez weekend szereg prób wykorzystania owej przyswojonej w piątek od starszego kolegi wiedzy, głównie na temat czego mi wolno. SZczegółów oszczędzę, bo cierpliwość, którą się ostatnio wszystkim chwaliłam wzieła w łeb. Wiem, ze wiele tych pomysłowych zachowań chłopak "przyniósł" z przedszkola i starasznie sie obawiam mojego zetknięcia z podobnymi przykładami u Misia. Narazie już do nich nie pójdziemy, może za jakiś czas....

Poza tym pada albo leje i zimno. Polary i skarpety wyciągnięte. Wczoraj Miś zamoczył wszystkie swoje buty, łącznie z kaloszami (od środka również). Paradoksalnie odpukując w niemalowane czuję się przy tej pogodzie świetnie. Owszem chodzę wolno i dostojnie, owszem cięzko mi wstawać i w ogóle cięzko, owszem przepona lekko uciśnięta nie pozwala na głębsze oddychanie, ale generalnie czuję się świetnie!!!!!!!  Staram się korzystać z tego faktu rozsądnie i z umiarem. Wczoraj byliśmy w kinie, zaczełam robić już ostatnie zakupy, zaczynam kompletować torbę do szpitala, żeby nie dać sie zaskoczyć.

Poza tym brzuch mi znowu urósł. Poznaję to po tym, że nie mieścimy się z mężem w drzwiach i po tym, że wczoraj pare razy zahaczyłam brzuchem o różne sprzęty, do tego ubranie skarpetek czy butów juz nie jest łatwe. Wczoraj obejrzałam się w lustrze kinowej toalety. Nie oszukujmy sie jestem WIELKA!!!  Gdy słyszę, że dobrze wyglądam dodaję sobie w myślach, "jak na trojaczki, bo generalnie wieloryb". Tęsknię za szybkim krokiem i brzuchem wypełnionym jedynie li tłuszczykiem. Co oczywiście nie znaczy, że każę pisklakom wyłazić. Niech siedzą chociaż do października.

Miałam też trudny weekend domowo i psychicznie. Zaczynam stawiać na teorię, że to jednak ja jestem nie zdatna do współzycia w rodzinie a nie wszyscy wokół mnie.

To tyle tych przemyśleń na dziś.

czwartek, 31 grudnia 2009
ADIEU 2009

2009 zegnam bez żalu. 2009 był u mnie generalnie  rokiem mariańskiego doła. 

Optymistycznym  jest, że kończy się jakoś wyjątkowo pozytywnym nastrojem i humorem, choć przecież niespełna miesiąc temu ryczałam obcej babie na kozetce. I nawet nie to, że poukładało się nagle wszystko cudowna odmianą, o nie. Po prostu przeskoczyła mi w głowie jakaś zapadka, która odpowiada za moje podejście do paru spraw.  Wciąż poszukuję tej pewnej siebie, ale też  kobiecej kobiety w sobie, którą wg słów pani psycholog ponoć  zdradziłam…  Może za dobry nastrój odpowiedzialny jest mąż, który po pierwsze jest, po drugie jest prawie taki jak powinien być.  Może za dobry nastrój odpowiedzialny jest Misza, który ma teraz cudny okres w swoim rozwoju i nawet jego upierdliwość wydaje się być urocza, może chodzi o te kilka ostatnich dni, kiedy bez wyrzutów sumienia, że mam jeszcze tyle do zrobienia, wale się z synem ( i mężem J) na dywanie i wygłupiamy się do osiągnięcia totalnej głupawki.

 Tu dygresja. Wydaje mi się,  że im Misza jest starszy tym bardziej się ściskamy, przytulamy, gilgamy, i wydaje mi się, że nie ma takiej ilości wypowiadania słów „kocham cie gadzino”, żeby tego nie powtarzać za każdą możliwą okazją.  I powtarzam mu nieustannie i nie mam dość. I „obgryzłabym” mu te piętki, udka, uszka i co tam jeszcze się napatoczy…. Koniec dygresji J

Może dobry nastrój to przez ten extra vipowski kalendarz, który dostałam od szefa ze słowami: „Dla mojego najlepszego pracownika”. Może nowa bluzka sylwestrowa i seksowne pończochy, które dziś założę. Nie wiem więc do końca z jakiego powodu, a jednak wchodzę w Nowy Rok w dobrym nastroju i byłoby to pierwsze optymistyczne wejście w Nowy Rok od dwóch może trzech lat… Będę pilnować, żeby nic mi  tego dzisiejszego nastroju mi nie popsuło.

Kochane moje bloxerki  

składam wam więc najlepsze życzenia noworoczne,

życząc wam tego co sobie,

żebyście w dobrych nastrojach weszły w 2010 rok

i niech  będzie lepszy od poprzedniego,

niech to będzie po prostu DOBRY ROK.

 

wtorek, 15 grudnia 2009
ROZPADAM SIĘ NA TYSIĄCE KAWAŁKÓW

Tak się czuję. W środku nic nie mam. Moje ciało nie funkcjonuje, trudno mi podnieść rękę, wejść po schodach. Mój mózg nie funkcjonuje, a mam prace wymagającą kreatywności. Chciałbym mieć kupkę papierów z lewej, stemplowac i odkładać na prawą kupkę. A tak praca ciepi przez moja psyche. Zadania sie pietrzą. Narazie szef przymyka oko, ale nie wiem jak długo jeszcze. Do tego po próbie ulepszenia przez informatyka zawartośc mojej skrzynki poszła w kosmos najprawdopodobniej. Jestem jakby ktos odcioł mi dopływ energii.

Wieczorem rozmawiałam na gg z moim kolegą z lat licealnych, który kiedys tam przez krótką chwilę był moją najważniejszą osobą w życiu. Żona odeszła od niego gdzies rok temu, potem szybki rozwód. Chłop nie może dojść do siebie do dziś. Nigdy się nie próbowaliśmy pocieszać w trudnych chwilach, ale pamietam, że od zawsze rozmowa, czasem pyrzytulenie bardzo nam pomagało. Wczorajsza rozmowa jakaś ważna dla mnie była. Moze dlatego, że po prostu była. A ja chciałbym żeby ktoś otulił mnie sobą, zamknął przed światem w ramionach, pogłaskał po głowie, powiedział, że wszystko będzie dobrze. Wciąż chciałbym, żeby zrobił to mój mąż.        

środa, 09 grudnia 2009
GDZIE DIABEL MOWI DOBRANOC

tam wlasnie jestem, czyli gdzies na Kaszubach. Miejscowy komp z poprzestawiana klawiatura, bez ogonkow. Miejscowosci na 4 domy a najblizszy sklep 5 km i oczywiscie zadnego transportu i 40 ludzi na karku. Mialam przemysliwac itepe, ale malo jest okazji. Zajecia fajne, wciagajace, a ja latam jak perszng pomiedzy warsztatami z rzezby, malowania na szkle, czy wyplatania. Sama probowalam malowac na ceramice, ale telentu niestety nie posiadam nawet najmniejszego i jakies straszdla mi wychodza.  

Chlopaki w domu daja sobie swietnie rade, w zwiazku z tym mozeby zaczac gdzies czesciej wzjezdzac....  Zobaczymy po powrocie.

Myslalam, ze dzieki pewnemu oddaleniu ze uda mi sie zlapac jakis dystans, jakos sie nie udaje...nic sie nie zmienia, wciaz te same watpliwosci, te same mysli...    

wtorek, 01 grudnia 2009
BYŁAM
pierwsze primo: jak ktoś potrzebuje fachowca takiego na ten przykład psychologa, bo mu się wszystko wali, albo deprecha zagląda w oczy, a nie ma kasy, to niech zapomni, że NFZ zasponsoruje mu cokolwiek. Drogie, to okrutnie. A jak pomyśle, że ludzie mają sesje składające się z np 10 spotkań, to włos jeży się na głowie.

drugie primo: jednak warto było wyskoczyć z kasy.
trzecie primo: było klasycznie, kozetka, nastrój, co mnie trochę rozśmieszyło. Potem powiedziałam, że już sobie jakoś radze i się rozryczałam gdzieś w trzecim wypowiadanym zdaniu.

Narazie tyle, myślę intensywnie, próbuje parę rzeczy i wątków sobie posklejać.
Mąż do czwartku na wyjeżdzie, w przyszłym tygodniu ja wybieram się do jak mniemam zapadłej kaszubskiej dziury. Nie chce odkładać nic na potem, szkoda życia.  Tylko czy dam rade???? zobaczymy

wtorek, 13 października 2009
....

Małżeńsko huśtawka. Misiowo w normie :). Pracowo tajfun. Pogodowo przenikająco zimno.

Próbuje ogarnąc kolejne pracowe zmiany. Terminy skladania projektów gonią a pomysły rodza sie coraz "ciekawsze". Tylko dlaczego akurat teraz. Mój koszmarny projekcik troszke kulawo ale wciaz zadziwia mnie, że jakoś sie kręci.

Mój Małżonek w ramach, jak ładnie mówi, dywersyfikacji zagrożeń, podjemuje studia podyplmowe, szczęsliwie na miejscu. A że ma jasne zainteresowania, jest zaangazowany i ma poparcie w pewnych kręgach być może otworzy się przed nim nowa perspektywa pracowa. Tylko każda z  obranych dróg kończy sie na chwile obecną w... stolicy. Narazie nie chce o tym myśleć.

A ja szukam swojego miejsca. Ile dawać z siebie? nigdy sie nad tym nie zastanawiałam. Określam to czego powinnam wymagać od życia, od drugiego człowieka, a czego  może już nie, określam swój staus. Myślę o jakiejś małżeńskiej umowie, aby wyznaczyć gdzie są styczne, a gdzie każdy sobie. Bez użalania się nad sobą, na sucho wskazać czego od siebie jeszcze chcemy, a w których dziedzinach  nic od siebie juz nie chcemy. Poroniony pomysł??? Styczne: Miś, prowadzenie domu (czytaj gospodarstwa domowego), raz w miesiacu wizyta u teściów. To chyba wszystko. Buduję mozolnie poczucie własnej wartości, które zjeżdża w dół po przekroczeniu domostwa, a szczególnie w męzowskich nader "humorystycznych" wypowiedziach. Owszem radzę sobie albo to olewając, albo odzłośliwiając, ale nie chce mi sie tracić energii na takie czynności, na walkę. Wg mnie dom to właśnie miejsce, gdzie po codziennej walce nalezałoby odpocząć.

Kołacze mi sie po gołwie takie zdanie z ostatnich wysokich obcasów. Kobieta, chorujaca na raka powiedziała, cos takiego, że jej mąz pomaga jej we wszystkich czynnosciach, nie czuje jednak od niego żadnego emocjonalnego wsparcia. tia i wszystko na ten temat. Psychika kobiety wciąż wydaje się dla facetów zbyt duzym wzwaniem..

poniedziałek, 05 października 2009
WZÓR PILNIE POSZUKIWANY

Tak myślę i myślę i myślę i waham się. Jak w jednych sferach jest dobrze, wręcz wzrocowo, w innych gorzej. Jak w tych co było gorzej jest lepiej, to w tych co wydawało mi się OK znowu kaszan. Szukałam wokół siebie wzorców do naśladowania, które mogłyby być dla mnie wskaźnikiem jak postępować by próbowac zbliżyć się do ideału związku partnerskiego i nie znalazłam.

Czy ktoś zna????

Jeśli będę chciała sie z nim rozwieźć to nikt mnie nie zrozumie. Co więcej pozbawią mnie praw do opieki nad Miszą, bo uznają, że jestem niepoczytalna, nienormalna, rozkapryszona i chce nie wiadomo czego, bo przeciez wszystko mam. tia

Tylko czy mam prawo psuć Miszce życie jakimś rozwodem rodziców. Musze to sobie poukładać i zdecydować się na "model rodziny" na swoje w nim miejsce.

piątek, 28 sierpnia 2009
...

Dziś w nocy w końcu ubrałam słowa, to co mnie boli i wysłałam mailem do mojego męża na drugim końcu Polski. 

Dziś nasza rocznica ślubu, piąta. Zobaczymy czy będą następne.

Chyba żegnam się z wami na jakiś czas.

wasza K.

środa, 26 sierpnia 2009
NIESPODZIANKA

Miś zrobił mi niespodziankę, padł o 19.15 :):):):) Ostatnio padał około 21.00 i to z oporami, jednak ostatnie 3 dni wstawania o 7.00 a nie jak w czasie urolpu po 8.00 skumulowały się i sprawiły, że młody odleciał.... Pobudka o 6.00 jak w banku :)

tymczasem ja ogarnęłam się i od 20.30 mam tzw wolne i zgupiałam niewidząc co z nim zrobić. Mąż lansuje sie 500 km ode mnie, a ja postanowiłam powalczyć ze specyfikacją  przetargową... ale najpierw sie zabloxowałam, tak że specyfikacje cieńko widze.

W pracy sajgon. Mojego dobrego samopoczucia porulopowego (zresztą urlop i tak musiałam skrócić o 2 dni) nie starczyło tym razem na długo. W domu starczyło mi go do piewszej informacji męża: "wyjeżdżam w środe wracam w następną". Jakoś ręce mi opadły. Wraca w środe a w niedziele lecimy. Ja w pracy powinnam w nastepnym tygodniu nocować, żeby ze wszystkim sie wyrobić, a na bank będę siedzieć po godzinach. Dzięki!! za babcie, która w sytuacji gardłowej zajmie się Misiem.

I mimo totalnego pędu, znów dziwne mysli zaprzatają mi głowę. Próbuję rozwikłać nasz stan i nie moge. Potrzebuje więcej danych, bo narazie same niewiadome. Czasem czuję to tak, że dałam mu syna i teraz on nie potrzebuje mnie już do niczego innego, jak wychowanie mlodego. Zwykle piszą mądrzy psycholodzy, ze po przyjściu dziecka na świat żony odsuwają malżonków na bok. U nas to mąż na bok odsunął żonę...

Z nauk przedmalżeńskich pamiętam parę rzeczy. Jedną z nich (co mnie nie ukrywam pozytwnie zaskoczyło) była myśl, że małżonkowie są w pierwszej kolejności dla siebie, a dopiero potem dla dziecka. I nie chodziło to o chronologię, ale o całość. Nauka kościoła wcale nie mówi, poświęć się w pierwszej kolejności dla dziecka, o nie! ona egoistycznie stawia na małżonków. Ma to oczywiście uzasadnienie, bo gdy młazonkowie dają sobie radę ze sobą, to wspólnie dadzą sobie rade z potomstwem. U nas mój mąż postawił na Misia, a ja jestem na szarym końcu, za pracą... Cieszy mnie, że jest oddany tak Misiowi, ale boję się, żeby nie miało to negatywnych konsekwencji dla wychowania Misia i dla nas...

Nie potrafie mu wytłumaczyć moich obaw.

Długie wyjazdy, jakies kolacyjki, targi itp sprzyjają poznawaniu nie tylko partnerów biznesowych, ale i różnych babeczek. Przyznaje, że to też moja obawa, może jeszcze nie schiza, nie trauma ale juz obawa. Dziś jadąc autem przyszło mi do głowy, dlaczego on nie ma takiej obawy w stosunku do mnie??? Przecież podczas długich jego nieobecności, również mogą się wydarzyć różne rzeczy tu na miejscu i pod "nosem". Zawsze znajdzie się ktoś do pocieszania, albo ktoś kto chce pocieszyć...

Czy mój mózg nie mógłby funkcjonować prościej, tylko szuka dziury w całym, bo chlop przeciez nie pije, nie pali, nie bije, dzieckiem sie zajmie (o ile jest w domu), pieniądze do domu przynosi i nawet na wakacje w ciepłe kraje zabierze... to czego mi do cholery jeszcze potrzeba, co?????? czego????

wtorek, 14 lipca 2009
DALEJ...

rozmyślam, co tym fantem zrobić... Rozmowy nie było, bo nie było warunków... dalej nie ma... nie chciałabym wyjść na jakąś histeryczke...

niech ktoś mi powie jak wyłączyc mózg we śnie, żeby odpoczął??? bo mi sie nie wyłącza... nawet upić sie nie umiem... źle mi... najbardziej wtedy gdy kłade się do męża odwróconego do mnie plecami...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14