Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
poniedziałek, 15 lutego 2010
Z POWORTEM

Piszę dopiero dzis choc w domu jesteśmy juz od czwartkowego wieczora. W czasie ferii zskręciłam kostkę. Zdecydowalismy sie na wcześniejszy powrót. W piatek załatwiliśmy wszystkie sprawy lekarskie. Jest w sumie OK, ale w czwartek jeszcze usg, bo ponoć trzeba sparwdzić ścięgna, bo noga w stablizatorze boli. Tak czy inaczej garuję w domu w tym tygodniu. Mam nadzieję, że nie dłużej. Zaraz ide sprawdzić czy wcisne sprzęgło bo inaczej nie będzie jak zawieźć Misia do niani. 

Mis chodzi do niani, bo ja owszem ogarniam go w domu, ale na dworze nie dam rady.

Miś zniósł pieknie podróż, gorzej na miejscu. Moje płochliwe przy obcych dziecko dostało jakis zastrzyk odwagi i szedł między ludzi nie ogladając sie na rodziców. Trudno bylo za nim nadażyć.

Reszta poźniej, bo niestety tak całkiem bezproduktywnie w tym domu to ja nie siedzę (choc dziś sie całkiem poleniłam w łózku).

czwartek, 10 lipca 2008
PRZYMUSOWY URLOP

Chwila nieuwagi na własnych domowych schodach znanych po ciemku, po pijaku, w pędzie. Schodziłam sobie w poniedzialek wieczorem, spokojniutko, ostatni schodek... i trzask prask, pierdulłam aż mi się gwiazdki pokazały. Noga skręcona, gips na 3 tygodnie jestem uziemiona. W zasadzie gdyby nie gipsior, to byłyby fajne wakacje. Ale nie są. Choć dziś spędziłam w lóżku czas do 10.15 szkoda, że sama :)

Misza i tak jedzie rano do niani, bo ja ledwo nadążam, a o spacerku z nim to wogóle nie ma mowy. Spędzam z nim upojne popołudnia na wysokości podłogi a w tym czasie meżu robi wszelkie czynności poza_domowe jak np zakupy. Znowu okazuje się, że parę tych drobnych prac, które są w gestii żony są naprawde czasochłonne.

Ba! ostatnio przy zupelnie innej okazji usłyszałam od męża:

- no jak miałem zrobić obiad jak musiałem pilnować Miszkę.

Dziwne,bo ja odbieram Misze od niani i gdy przychodzi meżu to obiadek zwykle czeka... ciekawe jak i kiedy mi się udaje go przygotować?

A gdy raz miałam 40 minut, w czasie których w zasadzie można wylącznie nakarmić Miszkę, a potem przychodził mąż a ja wychodziłam na spotkanie usłyszalam z pretensją w glosie:

- a gdzie obiad??

Nawet się nie irytuję takimi uwagami. Proszę za to o chwile refleksji :)

A tymczasem korzystając z samotności zabieram sie za układanie w szafie i obiad :)