Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
piątek, 18 maja 2012
A JUTRO, CZYLI REISEFIBER

Jutro kierunek Sianożęty. Nigdy tam nie byłam, więc nie mam pojęcia czego oczekiwać (po miejscowości nie po ośrodku). Tzn licze na wioche zabitą dechami, gdzie dwa kroki do plaży, mam nadzieję na jakiś sklep blisko i choćby jedną znośną knajpkę. I mam nadzieję na dobrą pogodę.

Pierwszy raz jedziemy ze wszystkimi dziećmi na taki długi wypad. Jedziemy w 2 auta!!! czujecie!?

To prawie jak przeprowadzka.

pakowanie powiedzmy na etapie 40 procent. Dlatego adieu nocka przede mną.

Trzymajcie kciuki za dobrą podróż i miły pobyt. A że lapciu jedzie ze mną, więc może uda mi się coś skrobnąć.

pa.

 

21:10, kika_73
Link Komentarze (4) »
sobota, 12 maja 2012
ŻŁOBEK I INNE Strachy

Dostaliśmy się do żłobka, mamy na to nawet papier. I tu powinna nastąpić fala radości, bo dostać się graniczyło z cudem. Rok temu odmówiono nam choć spełnialiśmy wszystkie kryteria, i w tym roku zdawali sobie sprawę, że jeśli odmówią, to może być mało przyjemnie dla wszystkich.

Poszłam dziś dowiedzieć się szczegółów. Weszłam, porozmwiałam z panią, rozejrzałam się. Po powrocie do domu rozryczałam się. O co kaman? Myślę, że jestem jakaś przewrażliwiona, ale jak sobie pomyślałam o moich wycmokanych trojaczkach w tej obskurnej wizualnie żłobkowej rzeczywistości, to przeszły mnie ciary i ryczałam jak bóbr, że muszę to zrobić. Żłobek zatrzymał się z wyposażeniem i wnętrzami gdzieś 20, jak nie 30  lat temu. A jak zobaczyłam dzieci jedzące przy stole koloru mokrej tektury, to mnie zupełnie trafiło. Wiem, że to nie świadczy wogóle o jakości opieki jako takiej, ale... do tego kontrast z Misiowym nowoczesnym przedszkolem, ... Chciałabym mieć tyle kasy, żeby ich tam nie puszczać, chciałabym, żeby poszły do dzieci, bo widzę jak bardzo tego chcą, ale jako rodzic oddający dzieci do takiego onskurnego żłobka czuję się, że zawiodłam na całej linii.

Boję się przyszłego roku szkolnego a w zasadzie przedszkolno-żłobkowego jak damy radę. Nie wiem jak dam radę połączyć pracę i pewnie chorujące dzieci.

Jestem matką kwoką, choć wcale się o coś takiego nie posądzałam... Na pocieszkę moje pisklaki w dniu święta pracy.

dzieci dostały pierwsze w swoim życiu żelkowe dżdżownice, ale była cisza, tylko musiałyśmy je co chwilę myś bo lądowały w trawie :)

A to JUlianek, z żelkową dżdżownicą. Śmiał się do całego świata.

W przyszły weekend jedziemy na 2 tygodnie nad Bałtyk, więc niech ktoś załatwi względnie dobrą pogodę, co? Chce mi się tego wyjazdu i boję się. Jadę bez męża za to z 3 emerytkami :) A mąż robi rozpierduchę w domu wymiana okien (part 2), przestawienie kaloryfera, i zburzenie kominka. tego też się boję... 

narazie pa

00:05, kika_73
Link Komentarze (4) »
sobota, 28 kwietnia 2012
PÓŁTORA ROKU

TAk tak mineło...wisi nade mną wciąż wpis na półtora roczku. Spróbuję więc teraz.

Zosia: waga 10kilo 400 gram, rozmiar ubrań 80/86, rozmiar buta 20/21, włosy ciemny blond, kręcone i już całkiem długie, zęby sztuk 10 no prawie 12 (wychodzą górnr czwórki). Uparta, wciąż zrównoważona, obserwarorka, wygląda, że dopiero włącza się do akcji dopiero jak obcyka wszystkie szczegóły sytuacji. Piesze spacery z nią to gehenna, zwykle chce iść w przeciwną stronę niż wszyscy, a generalnie zmysł obserwatorski każe jej zatrzymać się przy każdej pierdołce i tkwić przy niej aż ktoś nie weźmie jej pod pachę. Śpi najlepiej z całej trójki (tfu tfu). Je najgorzej z całej trójki, ale czekoladę wyczai w mig. Przylepa okropna. Jest najodważniejsza ze wszystkich, mam wrażenie, że czuje swoją wartość jako jedna dziewczynka w towarzystwie, czuje, że ma niezachwiane zaplecze w postaci tatusia (!) i to buduje jej pewność siebie. NIe cierpi kapelusików, choć uwielbia buciki (po mamusi). Dziś choć było gorąco i mogli biegać na boso, to jednak Zosia zarządała swoich butków. Wciąż bawi się męskimi zabawkami, typujemy ją jako pierwszą kobietę-mechanika samochodowego w mieście.  Babcia kupiła dzieciom ślizgawkę. Zosia chodziła wokół niej dobre pół godziny, śmiała się w głos gdy zjeżdżali chłopcy, ale sama obserwowała, po czym weszła na nią i zjechała z największym profesjonalizmem z trójki. Zosia ma też swoją "ciemną stronę". JAk się wścieknie to miota wszystkim co popadnie, potrafi drzeć się, że mury pękają. JEst pamiętliwa, szczególnie jeśli dotyczy to doznanej krzywdy. Mało mówi, ale dużo i głośno piszczy. Potrafi się świetnie porozumieć, szczególnie w kwestii tego co chce, a czego nie chce.

Julianek: waga 9 kilo 400 gram, rozmiar ubrań 74/80, rozmiar buta 19/20, włosy anielski blond, kręcony z tyłu (z przodu ścięty, wtedy jakby oczy mu się powiększyły), zęby sztuk 10. Co do jego przyszłości to obstawiamy wciąż robotę dla niego polegającą na co najwyżej klikaniu myszką, wcielbia odpoczywać. Jest mistrzem w przytulaniu, (wciąż potrafi się wpasować w ciało osoby która go niesie, jak mały orangutan, do swej matki) pokładaniu się , w dzień potrafi  spać ponad 3 godziny i często musimy go budzić, bo reszta harcuje już po obiedzie a on śpi. JEst drobniutki malutki, ale jak zwykle wielki duchem i charakterem. MA najlepszą koordynację ruchów na wszelkich zwyżkach, choć cierpi, bo ze względu na to, ze jest najmniejszy, najtrudniej wchodzić mu na wszystkie wysokości. Lubi  eksperymenty modowe (?), uwielbia dobierać się do Zośkowych gadżetów takich jak np opaska na włosy, czy spinki. CZasem mam wrażenie, że ma ogromny dystans do siebie, i sam lubi się z siebie śmiać. Potrafi np nałożyć sobie spodnie na głowe i paradować ze śmiechem, tak by sparwić wszystkim ubaw. Myślę, że to jego sposób na zwrócenie uwagi na siebie. Rośnie nam taki mały komendiant. Kocha MAriolę (lalkę Zosi), jeśli taki zostanie jego typ urody, to na bank przyprowadzi nam kiedyś wysoką biuściastą blondynkę. Z mówieniem ciut lepiej niż u Zochny, ale też słabo, za to pisków zna całe spektrum. NAjczęściej można zastać go siedzącego i przerzucającego jakieś bajeczki, często znajduje sobie sam jakąś zabawę, (zwykle zaraz dołącza się Olek i mu zabiera przedmiot zabawy, wtedy jest starszny płacz). Jest najbłyskotliwszy. Rozróżnia wszystkie zwierzątka na ścianie w pokoju, a także sporo innych w książeczkach, uwielbia tarzać się w czarnoziemie, na ogrodzie, łącznie z konsumpcją. Trudno rozróżniać, ale jednak Julianek jest najbardziej związany z mamusią :). A i dostał ostatnio nową ksywkę: nasza sąsiadka słysząca jak wołamy na niego Lulu, była przekonana, że ma na imię Lucjan, więc czasem wołamy na niego Lucek.

Olek: waga 12 kilo 400 gram, rozmiar 86/92, rozmiar buta (uwaga!) 22/23. W zasadzie ze względu na podbicie nosi buty rozmiar 23. włosy blond, proste, gęste cudne (jak dla mnie), zęby sztuk prawie 12 (niech już wyrżną się mu te czwórki bo mam maxa). Olo jest prawdziwym mężczyzną, jak cierpi, to z nim cierpą wszyscy wokół. Choć na szczepieniu był najdzielniejszy! JEst najsilniejszy i siła w jego pzrypadku to kluczowe słowo!  Jest nieskończonym miłośnikiem... drobiu, ale takiego żywego, w zasadzie można zanotować, że jego pierwsze słowo to "koko". Wzięło się to z tego, że nasza sąsiadka tuż za płotem (!) jest posiadaczą kilku kur oraz koguta. Rośnie nam Olutek-hodowca kur, niech Halama się zacznie już bać. Olusia fascynacja kurami jest ogromna, ale i strach przed piejącym kogutem jest największy (w zasadzie na pozostałej dwójce nie robi ob zupełnie żądnego wrażenia, a Olek potrafi się rozpłakać). Sięgnie wszystko i wejdzie na każdą zwyżkę, jest szybki jak perszing. TAki rozbójnik Rumcjas, co jak czegoś nie przetrąci, to go łapy świeżbią i kombinuje, jakąś psotę. MA w oczach takie psotne ogniki i takie radosne przy tym, że czasem trudno się gniewać. JEst mega przystojny do czasu, gdy... włoży czapkę, jakąkolwiek zimową czy wiosenną, wtedy... Wilkowyje, wygląda jak cieć. Często go nie doceniamy w kwestiach innych niż siła. JEst najabrdziej empatyczny i wrażliwy, najdelikatniejszy dla kota, a równocześnie zostawia na rodzeństwie i na nas najgłębsze ślady po zębach. Robi najśmiesznie miny, a gdy idzie coś spsocić, to wtedy ma taki gest ręką jakby coś wkręcał śróbokrętem. NAjgorzej śpi. MArudzi przez sen, zwykle nie może znaleźć smoczka, wtedy wyje, plusem, że mało potrzebuje tego smoka. Operator pilota telewizyjnego, włączy wyłączy przełączy, co tam panie chcesz :)

Uwierzcie, że starałam się w miarę streścić, bo uwielbiam ich obserwować i często żałuję, że gdy wracam do Misia w tym okresie i próbuję coś porównać to zwykle muszę przed sobą przyznać, że po prostu nie pamiętam.

A co do Misia to zaczął rządać pisania literek i nawet mu to idzie, choć bałam się, że z braku jego miłości do rysowania, będzie trudno 

22:10, kika_73
Link Komentarze (9) »
niedziela, 15 kwietnia 2012
SZCZYT POŚWIĘCENIA...

... jest wtedy, gdy tata "falubaz" musi kupić synowi czapeczkę "stali"... tatuś za żużlem delikatnie mówiąc nie przepada, ale serce falubazowe wciąż w nim bije. 

Miś natomiast od paru tygodni jest fanem żużla, wczoraj był na prawdziwym żużlu z wujkiem Marcinkiem (bo tatuś j.w.), będzie zdjęcie :) jak wujek przyśle.

ps. chciałam dodać że do zakupu czapeczki nie doszło tylko dlatego, że... sklepik był nieczynny :)

update jest juz zdjęcie kibica:

14:10, kika_73
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
GWIZDEK

Miałam napisać, że dziś najpierw zalało nam łazienkę (po mojej kapieli jak zawsze) i szafę pięro niżej, a potem szlag trafił rurę dwie ulice od nas i nie mieliśmy wody do wieczora, to tak apropos śmingusa dyngusa. Miałam, ale zdrzyło się dziś coś co zapamiętam do końca życia, albo Alzmeihera.

U moich rodziców 2 piętra niżej był w odwiedzinach mój wujek. To jeden z tych ludzi, którzy omijając czyściec trafią do nieba, a przy tym okropny zgrywus. Michał zostawił na dole swoje zajączkowe prezenty, więc zeszłam z nim po nie. Żeby nie przeszkadzać rodzicom i wujostwu w rozmowie, mówię do Misia z uśmiechem ale stanowczo: Masz wszystko? no to na góre ale to już! Na to wujek mówi: ale z ciebie sierżant, a ja: no ale co mi teraz pozostało. Wiesz wujek jeszcze czego potrzebuję, na jakąś najbliższą okazję zażyczyłam sobie od męża taki prawdziwy trenerski gwizdek, wtedy wiesz jeden gwizdek - stop, 2 gwizdki - do domu itd.  zaczeliśmy się śmiać, ja poszłam do góry kąpać maluchy. Po jakichś 10 może 15 minutach przychodzi na górę wujek. Maluchy biegają przed kąpielą prawie na golasa, i strasznie hałasują. Wujek mówi, że coś dla mnie ma i wyciąga z kieszeni na sznurku.... gwizdek. Założył mi go na szyję i mówi: mianuję cię sierżantem. Tylko pilnuj go, to pamiątka. Spojrzałam na dyndający gwizdek i gdy zadawałam pytanie: a po kim? już znałam odpodwiedź. po Arku powiedział wujek.

On poszedł a ja sie rozbeczałam i generalnie beczę z małym przerwami do teraz. Wujek dał mi gwizdek, który należał do jego syna, syna który w 2005 roku wieku 18 lat zginął w wypadku, gwizdek, który wujek jak sądzę nosił od dawna zawsze przy sobie, bo inaczej skąd by go miał idąc w lany poniedziałek w odwiedziny do siostry. CZuję się okropnie wyróżniona, jakbym dostała jakiś talizman, chociaż z drugiej strony wciąż zastanawiam się czy wogóle powinnam go przyjąć.

Tak czy inaczej, choć brzmi to dość patetycznie to nie zapomne tego dnia nigdy. 

22:55, kika_73
Link Komentarze (6) »
piątek, 06 kwietnia 2012
SZCZĘŚCIE

urwałam się dziś z łańcucha. Miałam dwie nianie, więc wykorzystałam sytuacje :) poszłam między innymi do kosmetyczki na zaległe zabiegi upiększające w ramach bonu prezentowego, który dostałam na święta... Bożego Narodzenia :)

I my tak gadu gadu zaceliśmy o dzieciach. Muszę dodać, że znamy się nie od dziś, gadamy dużo ze sobą, choć niespecjalnie się sobie zwierzałyśmy. Jej syn jest rok starszy od moich maluchów. Długo była z nim na wychowawczym, i dopiero od stycznia wróciła do pracy. A że u nas jest najistotniejszym tematem dostanie się do przedszkola lub żłobka, palnełam: "to jak mały juz do przedszkola od września"... no i tu niestety okazało się, że faktycznie palnełam (ale naprawde nie wiedziałam). Pani kosmetyczka odpowiedziała: pani maluchy są sprytniejsze od mojego, mój nawet jeszcze nie chodzi/ Zdębiałam. Okazało się, że mały jest bardzo poważnie chory neurologicznie, a najgorsze, że nie wiadomo tak naprawde co mu jest. Diagnoza goni diagnoze, następna wyklucza poprzednią, jedna trudniejsza do wymówienia od drugiej. Mały jest na etapie rozwoju 9miesięcznego dziecka. Pracują nad nim nieustannie, konsultują, próbują

I ja sobie pomyślałam patrząc na moje biegające po całej chacie grzdyle. Ja to k...wa naprawdę mam szczęście, łatwo nie jest, jesteśmy rozbrykani i łobuzerscy i głośni ponad miare, i wściekający się ale przede wszystkim jesteśmy zdrowi. I niech tak zostanie.  

WESOŁYCH

POGODNYCH

I PRZEDE WSZYSTKIM ZDROWYCH

ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!!!

ALLELUJA!!!

21:54, kika_73
Link Komentarze (7) »
czwartek, 29 marca 2012
POMIMO....

...chorób które nas nękały w tym miesiącu,

... braku kasy,

... nocnych igraszek Olka,

... fisia Misia,

... coraz częstszego braku męża (tak będzie conajmniej do jesieni),

będę pamiętać mijający miesiąc jako bardzo pozytywny.

Z dwóch powodów.

Pierwszy to taki, że uświadomiłam sobie, że jeszcze marne pół roku i nasze życie nabierze tempa wielkiej pardubickiej gdy maluchy pójdą do żłoba a ja po pracy. Dlatego zaczełam chłonąc każdą chwilę obecnego życia, by móc wspominać ten błogi czas, gdy zacznę się zastanawiać, czemu doba nie ma tak z 30 godzin. Na to, że nazywam ten czas błogim, duży wpływ mają maluchy. Owszem kłocą się, wyrywają sobie zabawki, walą się po głowach i gryzą do krwi, ale równocześnie są tak niesamowite w swym codziennym rozwoju, w komunikacji, w relacjach ze sobą i z nami, Próbują się razem bawić, robić psikusy, są boskie.

Drugi powód to Pani Grażynka. ZAwitała do nas z poczatkiem miesiąca, nie wiem ile zabawi, ale cieszę się z tego, że jest z nami. Choć są różne poglądy na nianie, to muszę przyznać, że w naszym przypadku lepiej zdaje egzamin babeczka na fleku 50+, niż młoda laska. Dogadujemy się naprawdę świetnie. MAluchy zaakceptowały ją od pierwszego dnia, ona ma na nie swoje sposoby, jest rzutka i kreatywna. Ogania spokojnie całą trójkę. Do tego, jak maluchy śpią ona pomaga mi w pracach domowych, dzięki temu spokojnie  moge zrobić obiad i ogarnąć domek. O umytych oknach wogóle nie wspomnę, bo o takiem luksusie wogóle nie marzyłam :) Mogę spokojnie zawozić i przywozić Misia z przedszkola i nie mam duszy na ramieniu co zastanę jak wrócę. 

Niedługo grzdyle skończą półtora roku. Gdzieś czytałam, że jest to dużo ważniejsza rocznica niż roczek. DZiecie jest wtedy pewniejsze siebie w tym co robi, ma dużo większe poczucie własnej osoby, chłonie świat jak gąbka. Dlatego mam nadzieję uda mi się przygotować coś więcej o każdym z maluchów, bo jest naprawdę co pisać. W sumie dziękuję losowi, że mogę być z nimi w domu i moge ich obserwować, co wymyślają, co kombinują, jak się rozwijają.  

Dlatego pomimo tego co powyżej i paru innych pomimo , to dobry czas dla mnie, dla nas. Muszę to zapamiętać, skolekcjonować na czarną godzinę.

14:04, kika_73
Link Komentarze (7) »
czwartek, 22 marca 2012
SCHEMAT CHOROBOWY C.D.

ja -> prycham nadal

babcia -> zapalenie oskrzeli -> antybiotyk

dziadek -> zapalenie płuc -> właśnie pojechał z moim bratem do szpitala, zobaczymy czy go przyjmą. dzadek naprawdę sie zaprawił, ale na własne życzenie, bo przeciez wiosna nastała, po co kurtki, po co buty, wystarczy krótki rękaw i klapeczki ufffffff.

zresztą ten rok jakoś szpitalnie nam sie zaczął, bo i mama, i Miś, i ciocia, a teraz tata 

13:33, kika_73
Link Komentarze (1) »
środa, 21 marca 2012
ZDJĘCIA :)

to musiał być jakiś horror.... :)

Zosia ze swoją miną: " no i co mi zdobisz, tatuś i tak mi wybaczy"

Julianek i firanki

Oluś kiedyś będzie kolegom opowiadał: "jakeśmy numery za młodu robili" a mi serce zamiera

Pajacyk na naszej kultowej kanapie, (zresztą tylko ona jest jeszcze w salonie)

A tu nie mogłam sie powstrzymać Juluś z moim tatą, jak poszukam to znajdę inne podobne malutkeigo Misia z dziadkiem 

pa

14:04, kika_73
Link Komentarze (12) »
wtorek, 20 marca 2012
SCHEMAT CHOROBOWY...

jest u nas od jakiegoś czasu ten sam, czyli najpierw Miś potem Maluchy ( w różnej konfiguracji i nasileniu dolegliwości) a na końcu rodzice, czasem dziadkowie. Maluchom odpuściło uff choć nie odtrąbiam triumfu gdyż zęby (czwórki i trójki) w natarciu, ale teraz dopadło mnie. Może jeszcze nie zapalenie oskrzeli ale coś koło tego (to oczywiście moja domorosła diagnoza, bo do lekarza się nie wybrałam). W każdym bądź razie kaszle jak fiat 126p.

dziś dwudziesty...cóż poszukam może jakiejś fotki, co?

Z ciekawostek. Zosia zakoczyła mnie ciekawą umiejętnością. Mój mąż poczęstował ją rodzynką w czekoladzie. Ja gotowa na akcje ratunkową by pomóc krztuszącemu się dziecku zobaczyłam jak moje dziewcze wyssało całą rodzynką z czekolady poczym taką wycmokaną rodzinkę wypluło. Kurtyna.   

13:50, kika_73
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 107