Ostatnie wpisy
Zakładki:
A to też ja :)
AA_jeśli chcesz do mnie napisać...
Moje Kobitki
Na kluczyk
Nie mam kluczyka :(
Pogoda w
Świat wg mężczyzny
Świat zza wizjera
Życie zagraniczne
|
Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
piątek, 19 marca 2010
PODAROWANA CHWILA
Wrócilam z pracy i okazało sie że Miś padł. Mam więc jeszcze z 10 minut spokoju i co robie ? zasiadam do klawiatury. Tydzien był waraiacki w pracy, w domu awaria mężowego (szczęśliwie sluzbowego) auta 500 km od domu i chandryczenie sie z serwisem i samochodami zastępczymi wyrwało mi męża 2 dni dłużej w tym tygodniu niż przewidywałam (czyli nie było go od poniedziałku do czwartku). Miś miał problemy kupkowe nie wiem czym spowodowane i był nie swój (dziś sie odkorkował) raz wściekły raz, zupełnie wyciszony. Wczoraj kazał nam po kwadransie wychodzić ze swoich ulubionych zajęć, bo: Maciuś piszczał, a Mijo nie lubi jak Maciuś piszczy. Przy czym Miś strasznie wystraszony tym piskiem płakał jak bóbr. Ja płakałam bo Miś płakał a ja nie wiedziałam jak pomóc jego skołatanej duszy. Cierpliwość siada, bo Miś próbuje posiadać Matke na kazde zawołanie, i mu nie wychodzi. Ja mam wyrzuty że za mało uwagi mu poświęcam. I jak czytam ostatnie wpisy u Batorysi to myślę, że to byłby u mnie totalny sajgon gdybym miała jeszcze jedno dziecko. Wielodzietnie matki i samotne matki budzą we mnie najwyższy podziw!!!! Chyba przyjdzie mi się pożegnać z kierowniczenie w "moim" projekcie w tym roku, bo zmieniła sie Dyrekcja i wykonuje takie ruchy że odczytuję je jako chęć pozbycia się mnie. W poniedziałek ważna rozmowa w tej kwestii. Żeby była równowaga, niemal w tym samym czasie dostałam dwie nieoczekiwane (w prawdzie nie wiążące jeszcze umową, ale do mojego przemyślenia) propozycje udziału w innych projektach. Poprawiło mi to humor, bo z jednej strony oznacza, że wyrwa w budzecie nie będzie taka znacząca, z drugiej strony skoro ludzie z zewnątrz przychodza do mnie z takimi sprawami a ja sie nieogłaszam :) , to znaczy że mnie sobie polecają :) ... Miś sie budzi. Lecę, cały weekend jest dla niego!!!
poniedziałek, 15 marca 2010
czwartek, 11 marca 2010
POMYSŁ
Jest pomysł przyciagnięcia do pracy kozetki albo chociaż dmuchanego materaca, Bo ja tu kurde chyba będę nocować w przyszłym tygodniu!!!!! Tymczasem mam wrażenie, że Michał swoi zachowaniem daje mi do zrozumienia, że spędzamy razem zbyt mało czasu.... ot standardowe matczyne wyrzuty
poniedziałek, 08 marca 2010
CIĘŻKA NIEDZIELA
Wczoraj chciałam oddac naszego słodkiego Misia do szkoły z internatem, najlepiej od zaraz. Krótko mówiąc dziecko się popsuło, a mi nie starcza cierpliwości żeby mu tłumaczyc tłumaczyć i tłumaczyć. Szczególnie wtedy gdy po tym tłumaczeniu widze jego bazyliszkowy usmiech i głupawy rechot. No i wszystko mi opada, a najbardziej właśnie poziom cierpliwości. Tak jakby nic do niego nie docierało. Zastanawialiśmy się nad problemami ze słuchem, ale nie na hasło "czekoladka" albo szelest papierka przybiega z najdalszego kąta domu niczym Aza nasz nieodżałowany owczarek niemiecki. Problem wczoraj był dosłownie ze wszystkim. Jedynie spacer i wizyta w kawiarni były niemal bez zarzutu!!! Musze jednak dodać, ze w kawiarni bylismy o 12.05. i nie było zywego ducha. Mój syn był uroczy i zaczarował panie kelnerki. W domu znowu Dr. Jekyll i Mr. Hyde. Grrrr. Mam jeden a w zasadzie dwa ważne dla mnie problemy jeśli chodzi o Misia. 1. Niszczy zabawki. czasem mam wrazenie, że uczy się przez destrukcję. Wszystkie mozliwe koła od aut zdemontowane, parking piętrnowy - zostało rusztowanie, ulubioną drewnianą kolejke demontuje przez walenie torami w podłoge. No i książeczki (tego chyba najbardziej nie moge znieść) wygina w druga stronę, że pekają grzbiety. A wczoraj dostał w spadku po moim chrzesniaku książeczke o budowie, gdzie sa magnesowe strony i przkleja się do nich elementy (też z magensikiem ) z opowiesci. No szlag mnie trafił, gdy wziął do paszczy jeden z takich elementów i przegryzł na pół po prostu. Nie zdażyłam normalnie zareagować. I tu mamy problem nr 2 2. Michał pcha wszystko (dosłownie) do buzi. Ślini się odkąd skończył 5 miesięcy czasem mniej czasem bardziej, teraz znowu bardziej i "od zawsze"gryzie wszystko!!! Drugi bidon do wyrzucenia bo obgryzł cały gumowy ustnik. Autkom obgryza koła i co się da, ostatnio "smakują mu wyjatkowo" drewniane tory. Cały czas ma cos w buzi. A jak nie ma co, to zawsze są własne palce. Aż się dziwię, że nie złapał jeszcze żadnego syfa. Zjadł juz tonę marchewek a pieprz na niego nie działa, na chili nie mam sumienia. I nie wiem dosłownie co robić. Najpierw myślałam, że to zęby i dziąsła, potem, że ma jakiś problem psychiczny, może jakis stres. Próbowałam obserwować go kiedy coś pakuje do buzi, ale nie znalazłam żadnej reguły. Pan pediatra powiedział, ze mu przejdzie, pani dentystka wtedy obstawiała wychodzące "piątki", ale one juz wyszły a problem dalej pozostał. Gryzie i ślini się??? Zastanawiam się co mu może dolegać, może ktoś ma jakiś pomysł??? Może cos przeoczyłam, może jest jakiś łatwy do wytłumaczenia powód??? No i eksperymenty z "niespaniem w ciągu dnia" trzeba jeszcze odłozyć. Wczoraj padł po 17.00. O 19.30 dostał mleko, został przebrany, przebudził się o 21. ale go utuliłam i spał do 6.30 rano. Nie pamiętam, by kiedykolwiek tak długo spał.... Na ten tydzien to chyba wszystki notki, bo oddaję się robocie. Mam 5 dni i 6 projektów do zrobienia lub poprawienia.
piątek, 05 marca 2010
ANGIELSKI 2+
Znalazłam u nas w mieście warsztaty dla mam i dzieci. Oczywiście jak napaleniec na to by Mis zaczął przyzwyczajać sie do spędzania czasu z rówieśnikami, zapisałam się i jego. Patent polega to na tym, że w tym samym czasie swoje zajecia mają dzieci a osobno mamy. Oczywiscie założenie to jest słuszne wtedy gdy dwulatki, które nie chodziły do zadnych instytucji jak np złobek będa chciały zostać z jakąs obcą panią i wrzeszczącymi dziećmi bez opieki mamy :). Założenie generalnie skazane na porazkę :) Wybierając zajęcia kierowałam się tym, by nie były one statyczne. Padło na Angielski 2+, który polegał na zabawie naśladownictwu i podskokach i takich tam. Pani prowadząca prosiła, by wprowadzić dziecko do sali, dać całuska, zostawić i wyjść za drzwi. W przypadku płaczu dziecko było prowadzone do rodzica, będącego na zewnatrz, który miał je utulić i uspokoic a następnie ponownie zrobic to co na wstępie. I tak do skutku. Ot pomyślałam taki trening przedprzedszkolny. Ja zrobiłam co mi kazali, ale niestety większość rodziców nie była taka subordynowana jak ja. A to pchali się żeby zobaczyc przez drzwi choc na chwile swoją pocieche, a to ryczące dziecie zamiast wziąc na bok stali z nim niemal w wejściu nie mogac uspokoić i płacz udzielał sie następnym... rodzice byłi duzo bardzej nerwowi i zestresowani niz dzieci. Grupa dzieci była za duża do tego rodzice, no tłum. Niestety nerwowość rodziców udzieliła sie maluchom. No i Mis wyszedł w pewnym momencie zaryczany i szlochający. Tłum rodziców i dzieci kłębił się przed wejsci doo sali. Poszliśmy w najodlegleszy kąt i Miś zaraz sie uspokoił. Nie wrócilismy tam od razu lecz odczekalismy "nawałnice". Po kolejnej fali płaczu sporo osób zrezygnowało z puszczenia dziecka na zajęcia. No i właśnie wtedy przystapiłam do akcji. Przed drzwiami jedna mama i w końcu spokój. Wprowadziłam Misia, pani kazał mi uściąść przy drzwaich i sie nie odzywać, a potem wyjść. Wchodzilismy tam i wychodzilismy kilka razy. Mis z uśmiechem na ustach wytrwał do końca zajęć. Są dobre rokowania na przszłość. Uf ale była zmęczona po tym wszystkim.
środa, 03 marca 2010
"BABISZON"...
tak dziś rano usłyszałam od męża. "Kto?" zapytałam "Od dziś będę tak do ciebie mówił. Tak mówi pan prezydent na panią prezydentową" odparł zadowolony z siebie mąż. "To umówny się, że jak zostaniesz prezydentem, będziesz mógł tak do mnie mówić, ok?" kurtyna
poniedziałek, 01 marca 2010
PRZY PONIEDZIAŁKU
Przeżyliśmy w weekend dni otwarte w przedszkolu. A dokładnie w 2 przedszkolach. Wytypowaliśmy jedno ze względu na bliskość domu, a drugie ze wzgledu na bliskość mojej pracy. W obu przedszkolach Michałowi sie podobało i nam także. Co wiecej po chwili na rozglądnięcie się, gdzies po 10 minutach Michał brał sobie panią za rekę i kazał sie oprowadzić po danej sali. Do sparwdzenia mial 3 najistotniejsze ze swojej perspektywy punkty: 1.primo czy są tory i kolejka z wiaduktem, 2 primo czy są klocki i 3 primo stan autek. Okazało się że ważnym punktem były też zwierzątka tj rybki, chomiki i kosztaniczki :) My moglismy sobie w tym czasie spokojnie oglądnąć wszystkie kąty. To też dobrze wróży, że może zostac tam sam i nie będzie płakał. Choć tak po prawdzie to chcielibyśmy go zapisać do zupełnie innego przedszkola, które jest koło naszej niani, tak by mogła go bez problemu odbierać. Już są powoli u Niani nosy na kwinte, że czas nianiowania się kończy, bo oni po prostu bardzo Miska polubili, ba! powiedziałbym pokochali i nie chodzi w żadnym razie o kase, ale o radość jaką Mis wniósł w życie. I odwrotnie mąz niani jest chyba większym autorytetem dla Misia niż ktokolwiek inny. A że to bardzo mądy człowiek to wcale się o to nie obrażam. Obie strony maja nadzieję na dalszy kontakt. Niestety do tego przedszkola jest około 200 dzieci na 25 miejsc!!! A my jesteśmy spoza obwodów itd. bez korupcji nie ma szans :(. Zresztą pytanie zasadnicze jest czy w ogóle mamy szanse aby Michał dostał się gdziekolwiek do przedszkola. Sprawa nie wygląda wesoło. Był pomysł przedszkola prywatnego ale upadł, bo oferta przez nie przedstawiana u nas w mieście mnie nie przekonuje... ewentualnie zostaje przedszkole u "siostrzyczek", ale wolałabym, aby chodził do świeckiego. Składamy więc papiery i czekamy.... wyniki 15 kwietnia. Muszę też nawiązać do poprzedniej notki. Mój mąż po rozmowie obiecał przemyśleć kwestie podskakiwania i klaskania :) czekam więc na wyniki przemyśleń. Muszę też przyznać, że mąż bierze udział w wychowaniu Misia jak i prowadzeniu domu na równi ze mną i co do tego to jestem wybitnie konsekwentna :)
czwartek, 25 lutego 2010
PRZYBITA
Nie wiem czy to kwestia ciśnienia, czy tej gęstej mgły za oknem, czy ciągnie sie za mną wczorajsze fatalne spotkanie pracowe, na którym musiałm pewna pania prosić, że by raczyła przestać krzyczeć, czy poranna potyczka słowna z mężem, nie wiem. Tak czy inaczej, gdy wyszłam dziś od szefa szefów z plikiem zadań to pomyślałam, że nie dam rady, nie dam rady z tymi zadaniam do zrobienia w tych terminach, które on ma na myśli, ani nie dam rady w ogóle i już. Mój mózg obmyśla plan ewakuacji i ucieczki. Może to przesilenie przedwiosenne, moze te codzienne rehabilitacje, na które z braku męża ciągam biednego Misia (wczoraj wrócilismy do domu ok 18 przebraliśmy sie i wrócilismy o 20.30!!!), bo może jakas inna cholera jestem zmęczona i czuje wypalenie zawodowe :(((( I niech mi to szybko przejdzie, bo mam naprawde dużo roboty. ps. Tocze z moim mężem boje o to by poszedł z nami choć raz na Misiowe zajęcia (coś w rodzaju rytmiki + plastyki). I nie chodzi o to, że ma z nim tam chodzić. Są czasem takie dni, że ja nie moge iść z Misiem ( np. dentysta akurat wypada mi co jakis czwartek), to wtedy Michał po prostu traci swoje zajęcia. Mąż twiedzi, że się w tym nie odnajduje a śpiewanie piosenek i podskakiwanie nie należy do jego zainteresowań. Tia i tak się zastanawiam, czy jemu się wydawało, ze mnie kręci chodzenie wokół dywanu i spiewanie i kalskanie???? Halo?! Ja chętnie poleżałaby na kanapie z książką w łapie! Chodze tam z Misiem , bo wiem że on to lubi, i że sprawiaja mu te zajęcia coraz wiekszą frajdę. A ja lubię i chcę, towarzyszyć Misiowi w jego zabawach jakkolwiek głupie wydawały by się dla mnie. Czy mam prawo naciskac na męża i zmuszać go do czegoś czego nie chce robić?
poniedziałek, 22 lutego 2010
PEWNE TAKIE ROZDARCIE
Do niedawna wydawało mi się, że mam spore zadatki na pracocholika. Przed uropem poporzadkowałam sobie wszystko poprzekazywałam, by z czystym sumieniem poodpoczywać. Udało się. Minął tydzień. Urlop zamienił się na L4 i to takie mało upierdliwe, bo Miś u niani a ja po załawieniu najpilniejszyc pracowych spraw przez maila i telefon miałam sporo wolnego czasu i nigdzie nie goniłam. Gdybym mogła delegowac moje obowiazki na innych robiłabym to nieustannie :) Pod koniec poprzedniego tygodnia nawet nie zatęskniłam za powrotem do pracy. Dziś rano pomyślałam, że gdybym wygrała w totolotka to jednak pieprznełabym wszystko, a nie jak sądziłam dotychczas dalej grzecznie bym pracowała rozsądnie korzytając z nadwyżki finasowej. Tak więc powrót do pracowej rzeczywistości był bolesny. Gdy dzień pracowy, jak do tej pory, okazał sie dość przyjemny, a współpracownicy przyjaźni jak zwykle (tak zaczynamy mieć całkiem zgraną ekipę w wydziale) to juz zaczełam się łamać, że jednak w tej pracy to bywa miło. (przypomnijcie mi te akapit jak zacznę utyskiwac na robote!!!!!) Tak więc jestem w pewnym rozdarciu.... pół etatu to byłoby świetne rozwiązanie :):):):):) myślę teraz usilnie jak to zrealizować....
niedziela, 21 lutego 2010
DZIEŃ ZDERZEŃ Z FUTRYNĄ
Miś dziś slodki spokojny i sika do nocnika.Włąsnie zafundował sobie drzemke a nam spokojne niedzielne popołudnie. Oznacza to oczywiście wysoce energetyczny wieczór, ale co tam! Dziś dzień zderzeń z futryną, sztuk 2. guzy sztuk 2 przy czym jeden wygląda naprawde fatalnie, mało brakowało od przecięcia skóry na czole. W zasadzie wygląda jak ofiara przemocy w rodzinie. Oczywiście usłyszałam, że nie pilnuję go dostatecznie dobrze... Tia w obu przypadkach byłam tuz przy nim.. nic to jednak nie pomogło... Natomiast wczoraj był nie do zniesienia!!! Nerwowość związana z przygotwaniem imprezy imieninowej mojej mamy udzieliła się wszystkim od bladego switu a Misie jak powszechnie wiadomo zamieniają stres na energie kinetyczną...był nie do okiełznania tym bardziej mi z kustykającą nogą. Prawie sie popłakałam jak na spacerze wpadł tyłkiem w roztopy a w nim w psie gówno! Ubieranie, przebieranie mnie dobiło. Po spacerze wszystko było do prania. Kurtki sztuk 2, spodnie ocieplane sztuk dwie, a do suszenia buty sztuk 4. Na koniec powitalismy katar....ufff, było ciężko. A dziś anioł po prostu. I obiad zjadł jak natchniony ze smakiem! Jak to mi niewiele potrzeba do szcześcia :) Zastanawiam się jakby to pieknie było pracować na pół etatu.... to tak na bazie bycia na L4 i jutrzejszego powrotu do pracy... | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||