Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
poniedziałek, 19 lutego 2018
I WRÓCIŁY!!!

Banda wróciła z nart.

Miś zachwyt, Zosia zachwyt, Julian niezachwyt :)

Mąż (nie obiektywny) twierdzi, że Zosia wyglądała jakby urodziła się z nartami na nogach (z tego co pamiętam, nie miała, ale wspomnienia się przecież zacierają), Miś śmigał, że hej. Oboje na podsumowaniu obozu piersi w swoich kategoriach w slalomie, oni dumnie, tatuś dumny, mamusia też :) Muszę teraz trochę dowartościować Julian, bo widzę, że mu głupio, że on nie zapał miłością do nart, a przecież nie musi, przecież jest wiele innych sfer w których jest lepszy i super w ogóle!

Olek wytrzymał na półkolonii do końca. Ale mamy wciąż z nim jakiś regres... trudno mi wciąż z tą świadomością, że może się nam w pewnych sferach zdarzyć krok w tył, (albo nawet wielki krok w tył) Wydawało mi się, że teraz będziemy kroczyć ku jasności z uśmiechem na ustach, a tu niestety nie...

Zosia trochę przeziębiona, zobaczymy jak to się rozwinie bo jakiś zjadliwy wirus krąży. Miś, po raz już nie wiem który, złamał sobie swojego złamanego zęba. Tym razem szturchał się z Olkiem.  No ręce opadają... ciocia dentystka z cierpliwością przykleja go po za którychś, bo na razie (póki ząb nie skończy rosnąć) nie można za bardzo nić więcej z nim zrobić, a Miś tez nie za bardzo na niego uważa. Miś farciarz jest do środy na gościnnych występach u kuzyna. Mamy tylko trójkę i dzielnie walczy z nimi mąż na urlopie :)

10:07, kika_73
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 lutego 2018
PRZEGIEŁAM

Chciałam Olkowi zapewnić jak najwięcej atrakcji podczas tego czasu jeden na jeden. No i wczoraj zaaplikowałam Olkowi oprócz półkolonie (7godzin) zakupy i... logopedę. 

Skończyło się awaturą, agresją, kopaniem, pianą na ustach.... 

Gdy ochłoneliśmy przytuliliśmy się i przeprosiliśmy, choć wiem, że Olo nie ma za co przepraszać, bo to głupia matka jest temu winna!!! Przeboźcowałam go na maxa!!!  Czasem zapominam jak delikatna jest to materia, jak bardzo trzeba uważać, jak zaufać gdy dziecko mówi, że nie chce!!!! Jak rozpoznać, że to "nie chcę" to wykręt, a kiedy to faktycznie stan "już więcej nie dam rady..."  

A ja odchorowałam to natychmiast masakryczną migreną na pograniczu wymiotów, oglnym rozbiciem jak przed grypą. Nie byłam w stanie rano ruszyć ani rąką  ani nogą. Teraz już jest ok,ale dziś dzień urlopu....

10:59, kika_73
Link Komentarze (8) »
wtorek, 13 lutego 2018
FERIE

Mąż "bawi" na rodzinnym obozie narciarskim w Zieleńcu. Choć chyba wcale dobrze się nie bawi. Za to świetnie bawią się Zosia i Miś, którzy najwyraźniej polubili (co najmniej) narty! Póki co nart nie polubił Julek. Nie wiadomo, czy bardziej przeraża go widok z góry, prędkość, czy nie wytrzymują nóżki. Ale z relacji męża za bardzo zabawy przy tym chłopak nie ma. Cóż póki co narciarza nie z niego nie będzie. Dobrze, że w odwodzie mają basen, gdzie Lulu czuje się jak ryba w wodzie. Mąż nie bawi się, bo jest chyba zbyt przejęty rolą "pilnowacza".... szkoda, że nie jest w stanie sam sobie dać trochę luzu... Dziś relacjonował mi  jak rozczesywał Zosi włosy... przez 2 godziny!!!! ... no cóż gdy ja siedzę sobie z Zosią na kanapie i "grzebię jej coś we włosach" to patrzy na nas z ukosa... Mąż zapowiedział jakąś tygodniową delegację, żeby odpocząć... pewnie gdzieś do Rzeszowa hi hi hi to chyba możliwie najdalej od nas :) 

Olka (z duszą na ramieniu, nie powiem) puściłam na półkolonię z robotyki. Bałam się czy wytrzyma (wciąż się boję). Oprócz zajęć z robotyki mają codziennie jakąś fajną aktywność,. wczoraj kręgle, dziś laserowy painball,  jutro fikoland... Wczoraj wrócił tak zmęczony usiadł, że w kątku, włączył sobie cicho TV i tak siedział pół godziny. Jest mega przejęty i zestresowany sytuacją, bo nikogo nie ma na backstagu :) ale na razie jest zbyt dużym twardzielem, żeby przyznać, że ta sytuacja jest dla niego trudna... Ja postrzegam wszystko jako formę terapii i pokonywania nieznanego :) Jestem też w ciągłej gotowości, gdyby coś...

a w domu... ciszzza Olo jako jedynak jest wzorowy. Fakt, że nie męczę go zbytnio wymaganiami... ale po prostu relaks... Widzę, też jak wielką rolę odgrywa rodzeństwo w aktywizowaniu go. Bez dźgających bo bodźców mógłby zapaść się w kątku i zająć się dłubaniem np w klockach...

Dla wszystkich co na feriach, miłego wypoczynku, dla pozostałych... no cóż miłej roboty

14:03, kika_73
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 lutego 2018
2 SCENKI

szykujemy się (tzn mąż i trójka) na ferie na narty.

1. Istotna kwestią jest zabranie PSP!!! Mówię więc do Misia, że nie wiadomo czy telewizor będzie odpowiedni aby podłączyć PSP. A Miś na to:

- Mamo teraz wszystkie telewizory maja odpowiednie wejścia, no chyba, że w ośrodku będzie tylko taki starodawny, szarawy...

 

2. Jak zwykle w lutym okazuje się, że zimowe buty kupione w listopadzie właśnie są za małe. Jadąc koło obuwniczego kupiłam więc Zosi "zaocznie" śniegowce rozmiar 32. Zosia zaakceptowała fason. Założyła trochę jak gumowce (czyli "ciut" za duże).  I machnąwszy ręką z mia wyluzowaną mówi:

-Mamuś są trochę za duże ale nie przejmuj się ja tak teraz szybko rosnę :)

------------------------

faktycznie Zosia dosłownie rośnie w oczach. Generalnie te dzieci jakieś takie nagle duże się zrobiły...(nie wiem jak zrobić to prosto, więc główkę w lewo proszę)



10:06, kika_73
Link Komentarze (3) »
środa, 31 stycznia 2018
DOCIERANIE DO OLKA C.D.

Zaczynam powoli rozumieć co oznacza "nieharmonijny rozwój" w przypadku Olka.

Olo w szkole merytorycznie ogarnia wszystko dużo lepiej niż sądziłam i mogłabym sobie wyobrazić. Problemy z czytaniem są do ogarnięcia i myślę, że przez ferie nad tym posiedzimy. Motorycznie także najwyższa półka. Natomiast emocjonalnie jest MASAKRA. To, że z Misiem nie nadają na jednej fali (mówiąc dość oględnie) to wiemy, choć jest to trudne dla nas. Widzę jak Olkowi kotłuje się w tym jego ciałku i umyśle i nie daje rady tego ogarnąć, tych sprzecznych emocji, energii, pomysłów, przetwarzania informacji. Dokucza wszystkim wokół, siłuje się psychicznie i fizycznie z otoczeniem. Do tego (choć to może niektórym brzmi dość abstrakcyjnie) jak trafi się jeszcze na pełnię księżyca, to już totalna amba. Taki dzień mieliśmy właśnie wczoraj.

Olek zabrał Zosi czapkę i wybiegł z budynku, gdzie było judo, na szczęście zatrzymał się przed parkingiem, gdzie nieustannie jest ruch. Wzięłam go za ramię, a on w furii wystartował do mnie z łapami i zaczął mnie szarpać. Już dawno zapomniałam o jego agresji skierowanej w moim kierunku i o tym jak musiałam go obezwładniać, gdy popadł w niekontrolowaną wściekłość.

Wsiadając do samochodu wzięłam go na bok i mówię najbardziej stanowczy i opanowany sposób na jaki mnie było stać: "nie podoba mi się twoje zachowania, nie pozwolę, żebyś podnosił na mnie rękę i szarpał, nie pozwolę, żebyś bił Zosię i Julka. Jeśli zdarzy się to raz jeszcze pamiętaj, że ci oddam." W samochodzie próbował coś zagadywać, ale powstrzymałam go, mówiąc, że nie będę z nim teraz rozwiała, bo po tym co mnie spotkało z jego strony nie mam ochoty na rozmowę z nim... i co? wygląda na to, że dotarło. Do końca dnia miło grzecznie i uprzejmie... nie wiem na jak długo...

Zastanawiam się jak mu pomóc to wszystko w głowie poukładać. Spróbuję porozmawiać z terapeutą... wierzę, że damy radę to ogarnąć tak by znalazł ujście swoich problemów w inny sposób niż pięści, darcie się i dokuczanie innym.

09:40, kika_73
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 stycznia 2018
DOTARŁO

... dziś rano do Olka, że reszta wyjeżdża.....

przy śniadaniu były dyskusje czy brać na ferie tablet czy PSP :) Dylemat wciąż nie rozstrzygnięty...

i gdy już ubierali się do wyjścia do szkoły Olek rzucił: "Chyba będzie mi samemu mega nudno..."  Potwierdziłam tylko jego przypuszczenia.

Nauczyliśmy się, że narzucanie Olkowi czegokolwiek nie ma większego sensu, dopóki sam nie dojdzie do wniosku,  że chce w czymś uczestniczyć. Wie jednak także, że czasem gdy spóźni się z wyrażeniem chęci np wyjazdu, może być po ptokach...jak tym razem.

... staramy się mu pokazać zawsze perspektywę (np wyjazdu) z odpowiednim wyprzedzeniem, rozmawiamy o tym  długo i namiętnie z nim. Często  toczymy boje nawet o wyjście na zwykły wieczorny spacer. Często kończy się awanturą. Czasem stawiamy na swoim, czasem odpuszczamy gdy sił nam brak.

Wciąż nie wiem co do niego dociera i w jakim czasie. Często refleksja z jakiejś rozmowyprzychodzi z jego strony  z dużym np dobowym opóźnieniem i jest rzucona zupełnie mimowolnie przy dyskusji o czymś innym. Nieustannie uczymy się  wyłapywać te informacji z potoku innych wypowiedzi.

Być może to co piszę wygląda dość niewinnie i nie ma porównania z dysfunkcjami, z którymi np nie da się samodzielnie żyć. Nie skarżę się ani trochę. Uczę się wciąż w tym (autyzm i nadpobudliwość) i z nim żyć. Ale uwierzcie, nie jest to taki "pis_of_kejk" w codziennym życiu. Wyjazdy z Olkiem rzadko są dla nas wypoczynkiem, takim psychicznym i wciąż nawet zwykła zabawa na placu zabaw jest dla mnie stresem i wieczną kontrolą. Z zazdrością patrzę na rodziców, których dzieci oddają się zabawie, a oni np czytają książkę lub gazetę. Z Olkiem tak nie potrafię, nie wiem co mu strzeli do głowy, nie potrafię mu zaufać...

Przypomniało mi się, gdy raz na wakacjach zostałam sama z 3 dzieci przez 3 dni, bez Olka. Do tej pory wspominam ten komfort psychiczny, spokój w głowie, gdy potrafiłam puścić gady na ośrodku samopas, sama oddając się lekturze., gdy wyjście na głupią plaże oznaczało entuzjazm a nie negocjacje... 

Staram się aby nie ulewało mi się za często z takimi tekstami, ale dziś mam w sobie żal, że tak właśnie jest, szczególnie patrząc na sielankowe obrazki znajomych z wspólnych rodzinnych wypadów, a u nas tak nie ma. Rzadko wyjazd w nieznane jest miły. Mimo to planujemy wyjazd do Chorwacji. Jak za każdym razem modlę się po cichutku, żeby nie pasmem "użerania się" z odmiennym punktem widzenia Olka, które potrafi sabotować nasze ustalone wcześniej plany. Każda taka nasza porażka ( bo tak to traktuję) jest orężem dla mojego męża, żeby nie wyjeżdżać...

Zostawienie Olka np z babcią  tez nie jest dla mnie rozwiązaniem, bo też mam w sobie żal, że on nie ma możliwości zbierania nowych doświadczeń, które każdemu są potrzebne do rozwoju.  I czuję mega wyrzut i nie potrafię się go pozbyć. ...

11:37, kika_73
Link Komentarze (6) »
piątek, 26 stycznia 2018
MISIOWE PYTANIE O SEX

Wczoraj wieczorem wracaliśmy z basenu. Jechaliśmy naszą zwykłą trasą i jak zwykle przejeżdżaliśmy obok Sexshopu. Do tej pory Mis nie zwracał na niego uwagi.  Wczoraj wyraził swoją opinię, że takie sklepy "zaśmiecają" miasto!!!  Od razu się zjeżyłam, nastawiłam czujność na maxa i zapytałam, czy coś na ten temat mówiła pani od WDŻ

( Wczoraj Miś miał swoją 1 lekcję WDŻ. Ponieważ WDŻ jest na 8 lekcji to miał sam zdecydować. Na razie zdecydował, że chce chodzić. Ja się póki co przyglądam temu.)

Okazało się że pani od WDŻ nie ma z jego opinią nic wspólnego. Ot po prostu Miś jest zdania, że sex to samo złooooooo.

Poinformowałam że dzięki sexowi (pominęłam w ogóle górnolotną ideę, że dzieci biorą się z miłości) na świecie pojawiają się dzieci. Że mimo rozwoju techniki sex jest wciąż najbardziej popularnym  i co tu gadać najtańszym (znów pominęłam kwestię przyjemności) sposobem na pojawienie się dziecka na świecie.

Wtedy usłyszała to pytanie:

To wy z taką też TO kiedyś robiliście? 

Trzymając mocno kierownicę, żeby nie trząść się za bardzo ze śmiechu, odpowiedziałam: tak tez to kiedyś robiliśmy.

Wtedy Miś wydał przeciągłe FUUUUUJJJJJJ

-kurtyna-   

10:04, kika_73
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 stycznia 2018
PERSPEKTYWA

Choć ferie u nas dopiero za 3 tygodnie, wszystkie plany które były zostały przewrócone do góry nogami!!!! Zobaczymy czy na lepsze. Zawsze uważałam (jeśli chodzi o rozwój fizyczny), że dzieci powinny dobrze pływać, potrafić jeździć na nartach i grać w jakąś grę zespołową. Problem polegał na tym, że o ile pływanie nie jest problemem, to z jazdą na nartach już jest pewien kłopot. Ostatni raz na nartach stałam w 2007 roku (z Misiem- Zygotką) w brzuchu. Następny wyjazd na narty w 2010 skończył się kolejną ciążą, więc jasnym jest, że ten sport dla mnie jest o dużym stopniu ryzyka ;) Dodatkowo problemy ze skręconym dawno temu na skłoszu kolanem blokowały mnie psychicznie. Mąż też niestety kolanowy i nie ryzykuje. Jak tu więc nauczyć gady jeździć samemu będąc słabym dość przykładem.

Początkowo mieliśmy jechać do Kołobrzegu, skupić się na lodowisku i pływaniu. Jednak  nasza pani ze szkoły pływania organizuje coś takiego jak rodzinny obóz narciarski. Krótko mówiąc gady jadą z rodzicem, a na miejscu przejmuje ich opiekun i trener :) Początkowo miał jechać tylko mąż i Miś. Gdy okazało się, że jest wolne jeszcze jedno miejsce Julian wykrzyknął: JA TEŻ!!! choć półkolonia "eksperymentalna" bardzo mu tą decyzję utrudniała :)  Zosia i Olek postawili Veto na narty, więc uszanowaliśmy to. Ale w weekend gdy rozmawialiśmy sporo o wyjeździe Zosia zaczęła się łamać. (tym bardziej, że po przymierzeniu sprzętu narciarskiego okazało się, że wszystko pasuje jak ulał!!!). No i teraz czekamy na info, czy znajdzie się jeszcze jedno "Łóżko".

Będzie więc tak jak tego najbardziej nie lubię... oni w 4 na feriach, ja garuję z Olkiem na miejscu. Taaaakkk wiem jak to wygląda.... ale doświadczenia z Olkiem są takie, że na siłę nie ma sensu, gdy on mówi, żę NIE!!! Szkoda nerwów i kasy. Wersja, że zostanie sam z babcią jakoś nie przechodziła mi przez serce. Zostaję więc z nim. W czasie gdy będę w pracy on będzie z babcią lub nianią, a popołudniu jak zrobię mu maraton kulturalno-basenowy. Mam nadzieję, że popamięta mnie za wszystkie czasy :) Zobaczymy co z tego wyjdzie...

Na osłodę wypisałam sobie urlop na...długi majowy weekend-jedziemy całą ekipą do Chorwacji. A potem na przedłużony weekend bożociałowy jadę z moimi 70-tkami na tydzień do.... Chorwacji :)

Jak ja lubię mieć taką perspektywę.....

09:34, kika_73
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 stycznia 2018
UMOWA :)

Nasz pierworodny to człowiek, który chodzi do szkoły głównie dla towarzystwa :)

Wciąż zadaje pytania z serii "ale po co?" (np na propozycję pouczenia się z matmy). Klasycznie słychać też nawoływanie wszelkich boskich osób z cyklu "o boszzzzz" względnie "o matko!!!!" wówczas, gdy pragniemy mu zwrócić uwagę, że jednak należy coś poprawić. Jest też atak złości i agresji gdy kategorycznym tonem zażądam ponownego  napisania, lub policzenia.

Muszę jednak jasno przyznać, że wolę stanowczo Misia i jego postawę w 4 klasie niż w 3 kiedy był totalnie znudzony i zniechęcony tym co się w szkole dzieje. W ogóle wydaje mi się, że ta akurat szkoła jest atrakcyjniejsza w klasach starszych. Mimo tych wszystkich zawirowań, Miś na semestr wyjdzie może nie wybitnie, ale dość przyzwoicie. Oprócz trójki z polskiego reszta pomiędzy 4/5 (tak nawet z lekką przewagą piątek)

Miś ciśnie na nowego! laptopa (do grania a jakże!!!!), bo na razie to miał po kimś.  Ustaliłam wczoraj z nim, że na koniec roku ma być średnia 4,8 i żadnej trójki!!!  Osobiście jestem przekonana, że zaoszczędzę na wakacje trochę kasy :) ale będę równie szczęśliwa jeśli będę "zmuszona" wyskoczyć z tej kasy.

Tak czy inaczej Michał zapalił się do tego pomysłu, ale  ja zamierzam o nim wspominać tylko w sytuacji, gdy moja cierpliwość zostanie wystawiona na najwyższą próbę i wszystkie inne argumenty na powyższe "ale po co", "boszzzzz" "o matko!!!"nie zadziałają. Dam znać w czerwcu jak się sprawa skończyła :)

 

12:43, kika_73
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 stycznia 2018
IT MAKES MY DAY!!!

Jutro są konsultacje w szkole u maluchów. Zawsze staram się bywać na spotkaniach z nauczycielami, ale teraz nie za bardzo mogę. Pisze więc grzecznie do pani wychowawczyni czy muszę itp. a ona mi na to:

"Nie musicie Państwo przychodzić. Dzieciaki spisują się na szóstkę. Gratuluję takich pociech."

:)

12:59, kika_73
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 167