Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
poniedziałek, 21 maja 2018
WIR

Jestem w wirze..... dnia codziennego.

...Praca, poranne fochy, skracanie ułamków, lektury z Olkiem, mąż znów w Warszawie, planowanie wakacji, Misowe zapalenie oskrzeli, równie kaszląca  reszta, wewnętrzne monologi, które uwierają gdy się nie mają odwagi, weny, okazji uzewnętrznić, wątpliwości co do kolejnych decyzji, zmieniać prace - nie zmieniać, zdawanie sobie sprawy z upływu czasu i ignorowanie tego faktu zarazem, obwisłe cycki, opalone ładnie nogi....

coraz trudniej moi pisać

09:07, kika_73
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 maja 2018
ZDECYDUJ SAM!

Chciałam tylko zameldować, że wróciliśmy cali i zdrowi. Byliśmy wszyscy, niepozabijaliśmy sie, choć Miś i Olek jak zwykle nie odpuszczali...

Majówka w Chorwacji była warta tej długiej drogi. A droga była z cudnnymi widokami przez Bawarię i Austrię... są plany na następne wyjady...

i to jest najważniejszą  recencją tego wyjazdu.

Co do Olka, to choć w piątek wczesnym switem byłam biska płaczu nie wiedząć co z tym zrobić, w końcu usiadłam rankiem przy łóżku Olka i spytałam:

Olku decyzja należy do ciebie, jdziesz czy nie.

Wyjaśniłam mu czego może oczekiwać w każdej z tych sytuacji. Olek zdecydował, że jedzie i muszę przyznać, że trzymał się raz podjętej decyzji. :) 

proste, a takie trudne, pozwolić dziecku zdecydować.... 

10:04, kika_73
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Olek "wyhodował" sobie ostry atak alergii... poszedł do szkoły, ale nie wiem czy powinien....

... twierdzi, że w tym stanie nie może z nami jechać na urlop ...

... wygląda na to, że chcę go unieszczęśliwić tym wyjazdem ...

... upieram się, że jedziemy wszyscy... może to bez sensu...

08:54, kika_73
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 16 kwietnia 2018

lekko spowolniona, za to z wzorcowym ciśnieniem 120/80 powróciłam na łono pracowe....

Nie wiem czy to ten moment, mam tylko nadzieję... rower odkurzony i przetestowany, moje dziecka (Julek i Zosia)  po pokonaniu 7 km (dom - mac - plac zabaw - dom) zrozumiały, że to nie to samo co jazda po osiedlu, czy nawet parku rowerowym, i chyba przez parę dni nie będą jęczeć o wyjście na rower.... ja natomiast, wręcz przeciwnie (mimo bolącego tyłka)

Od tygodnia jestem bez słodyczy i wyłącznie na żytnim pieczywie (w ograniczonej mocno ilości), dużo na dworze, i wcale nie tęskniłam za biurkiem.... chciałabym, żeby to był ten początek nowego.... 

Olek to mistrz uników! Wczoraj np, aby uniknąć wypadu na lody!!! (pieszo pół godziny spaceru) stwierdził, że lody powodują mu zamrożenie mózgu a poza tym jemu (!) nie wolno jeść słodyczy!!!  Zaproponowałam mu fryty, albo co sobie wybierze...i poszedł...

Tymczasem im bliżej wyjazdu na majówkę, Olek wymyśla coraz to nowsze argumenty, żeby uniknąć wyjazdu. Tym bardziej odkąd dowiedział się, że w Chorwacji to jeszcze nie był!!! Pewnie to nerwowość wyjazdowa daje się mu we znaki, ale czasem wydaje mi się, że on specjalnie jest dla wszystkich taki wkurzający, żebyśmy mieli argument aby go zostawić z babcią... I zamiast cieszyć się na wyjazd ja zastanawiam się jak to wszystko "ugryźć". Zostawienie go było by prostsze i w zasadzie gwarantujące miły i przyjemny wypoczynek, bez szarpania się, tysiąca słów argumentacji, dlaczego miałby np pojechać z nami na jakąś wycieczkę, czy choćby wyjść na plażę....  Zależy mi bardzo, żeby wyjechać RAZEM!!! tym bardziej, że będzie to najprawdopodobniej jedyny nasz wspólny wyjazd w tym roku, bo rozjeżdżamy się parami albo trójkami.... Zależy mi, żeby POZNAWALI NOWE !!! Może powinnam sobie odpuścić... ale nie bardzo potrafię to zrobić, wyrzuty sumienia mnie zeżrą...

tak więc słowo reisefieber ma dla mnie trochę inny smak....

 

11:29, kika_73
Link Komentarze (4) »
wtorek, 10 kwietnia 2018

ciśnienie 160/100.... 

przymusowy postój 

to przedziwne,jak czlowiek zaczyna wmawiać sobie jakies straszne scenariusze... 

16:59, kika_73
Link Komentarze (6) »
wtorek, 03 kwietnia 2018
JUŻ KWIECIEŃ!!!

Wpisując adres bloga, wyskakują reklamy... słabo, co?

Ostatnie 2 miesiące były tak "zajeżdżające", że wszelkie inne działania niż te "podtrzymujące życie" nie dawały rady się przebić. 

Teraz może będzie troszkę spokojniej i więcej oddechu, co pozwoli na więcej pisania... tym bardziej, ze dzieci rzucają coraz bardziej celne riposty warte bezwzględnego zanotowania na przyszłościowe wspominki. Życie toczy się wartko i z czwórka nie ma mowy o nudzie..., za którą czasem tak bardzo tęsknię...

Zosia po pewnej awanturze o brak jednego więcej jajka na śniadanie, ma skok  w zachowaniu i jakby dojrzała. Ba śmiejemy się, że jest o jakieś 2 lata do przodu o ogarnianiu rzeczywistości od chłopaków (nie wyłączając Misia :)

Julian pomógł ostatnio Misiowi w odrabianiu zadań z matmy (wprowadzenie do ułamków). Zrobiło mu się na tyle głupio, że resztę postanowił ROZWIKŁAĆ SAM!!! Miś nie czuje potrzeby wytężania szarych komórek, o ile nie chodzi o granie na PSP lub nowinki elektroniczne... a Julek po prostu jest logiczny i do wszystkiego podchodzi z entuzjazmem odkrywcy. Generalnie maluchy zafascynowane są.... tabliczką mnożenia... dodajemy i mnożymy nieustannie... Ja ich w żadnym razie nie stopuje... Maluchy podchodzą do nauki szkolnej dość entuzjastycznie, co ułatwia mi życie, bo nie muszę (jak Misiowi) tłumaczyć po co mają to robić.... na razie nie zadają takich pytań.

Podczas, gdy Zosia i Olo mają już zęby jak łopaty, to u Julka czekamy wciąż na wypadnięcie chwiejących się już porządnie górnych jedynek i liczę, że będzie to symbolicznie obudzenie się ze snu zimowego, bo próbuje się wycofać i wszelkich sportowych aktywności... 

W zasadzie to zmęczenie zimą daje się wszystkim nam już we znaki... nawet z lubością myślę, o konieczności zrobienia drenażu na ogródku, co wiąże się z koniecznością złapania za łopatę... tymczasem oddalam się do roboty biurkowej, bo parę stron tłumaczenia spogląda na mnie z lewego rogu biurka...

12:23, kika_73
Link Komentarze (8) »
czwartek, 29 marca 2018
DO PIONU

Obudziłam się dziś z myślą, żeby się poskarżyć... Już chciałam sobie na maxa ponarzekać, o braku cierpliwości oraz o trudach życia rodziny z nazwijmy ładnie: Dysfunkcyjnym dzieckiem i jak to wpływa na rodziców i rodzeństwo. Że ten wpływ to nie tylko nauka cierpliwości, empatii, ale też wkurzenie i zmęczenie bycie na stand by. To ciągła myślą, że nawet jak jest właśnie dobrze, to z pewnością zaraz się spiep..rzy..I o tym co będzie z moim dzieckiem w przyszłości, jak sobie poradzi...

I w tedy wpada mi w ręce coś takiego:

https://www.facebook.com/kajagodek/posts/1590122614436827 

Tekst przekopiowałam, bo link mi się nie otwiera

Monika Lewandowska do Kaja Godek
11 godz. ·
 

Dobry wieczór Pani Kaju,

ponawiam prośbę o odpowiedź na mój pierwszy list skierowany do Pani m.in. w prywatnej wiadomości w ostatni piątek.

Wysłałam go w tamtym tygodniu na skrzynkę mailową kontakt@zycierodzina.pl, za pośrednictwem strony Pani fundacji www.zycierodzina.pl a następnie na Pani FB oraz na adres mailowy lokalnej delegatury fundacji Życie Rodzina: gdansk@zatrzymajaborcje.pl z uprzejmą prośbą o przekazanie tegoż listu, gdyby z jakiś technicznych przyczyn do Pani nie dotarł.
Poniżej ponownie załączam jego treść a pod nią odpowiedni komentarz wyjaśniający.

"Dzień dobry Pani Kaju,

nazywam się Monika Lewandowska, mam 46 lat. Jestem mamą trzech córek w wieku 18, 16,5 i 10 lat. Oboje z mężem mamy wyższe wykształcenie. Jesteśmy Polakami, katolikami. Mieszkamy w dużym mieście.

Prawie 17 lat temu urodziłam Olę, diagnoza: głębokie upośledzenie psychoruchowe pod postacią czterokończynowego porażenia mózgowego. Ola nie chodzi, nie siedzi, nie obraca się na boki, nie zgłasza potrzeb fizjologicznych, jest na pampersie, ma niesprawne ręce i nogi, nie mówi. Jej poziom rozwoju psycho -emocjonalnego jest na etapie max 2-letniego dziecka. Uśmiecha się.

Od prawie 17 lat moje życie, życie mojego męża i zdrowych córek wygląda jak życie w wojsku. Wstajemy o świcie bo Ola budzi się b. wcześnie. Musi być szybko przewinięta. Nie ma wylegiwania się!. Jej pełen pampers nie wygląda jak pampers słodkiego noworodka. Zapewniam. Do tego dochodzi menstruacja. Jakiego patentu użyć żeby włożyć podpaskę do pampersa i żeby było higienicznie? Nie wiem. W pokoju unosi się dodatkowo odór potu: Ola jest spastyczna i pomimo codziennej wieczornej kąpieli rano budzi się zlana potem. Kąpiel - praca dla siłacza. Każda czynność zmieniająca jej położenie - jedna osoba nie daje rady. Potrzebna asysta, specjalistyczny sprzęt. Domyśla się Pani ile waży 17- letni bezwładny człowiek, pewnie niewiele mniej niż Pani. Następnie mycie zębów: dziewczyna jak każdy 2-latek stawia opór jak umie: zaciska zęby, w złości próbuje ugryźć mamę lub tatę. Potem śniadanie, obiad, kolacja - od 17 lat nie zjedliśmy żadnego posiłku na luzie i w spokoju, delektując się wspólnym byciem przy stole; bo ktoś z nas musi karmić Olę, zabawiać ją aby coś zjadła i zapewniam Panią, że trwa to wieki. Dzieci zdrowe zajmują się same sobą. Muszą. Siostra pochłania cały nasz czas. Dzieci zdrowe są od małego dorosłe, samowystarczalne.

Ola ma swój zamknięty świat. Nie jest emocjonalnie związana z siostrami. Postrzega je jako zagrożenie. Denerwuje się gdy rozmowa skupia się na kimś innym, np. na życiu szkolnym młodszej siostry. Woli spędzać czas z opiekunką, którą ma tylko dla siebie niż z siostrami. Nie umie się dzielić sobą. Nie ma empatii, jest egocentryczna. Ogląda przez cały dzień jedną ulubioną bajkę, słucha tej samej piosenki. Jak to dwulatek. Nie ma szans na zaakceptowanie zainteresowań innych domowników. I doskonale wiemy, że to nie jej wina, że nie robi tego specjalnie. Taka jest, taki jest jej mózg. Tylko co z tego? Jak Pani wytłumaczy to młodszej siostrze? Dyscyplina, zasady - ? Niestety nie znajdują zastosowania w przypadku Oli.
Nie przy tym stopniu upośledzenia. Miłość - przez 17 lat wciąż czekam na jakikolwiek przejaw miłości ze strony Oli. Pewnie nas kocha - tylko inaczej. Ale za to kocha Eryka lub króla Trytona z" Małej Syrenki".
Czasami porównuję nasz los do losu dorosłych dzieci, które opiekują się rodzicem z głęboko zaawansowaną chorobą Alzheimera. Zazdroszczę im jednak tego, że robią to bo mają w pamięci wdzięczność za cudowne chwile, jakie przeżyli dzięki rodzicom. Ja cudownych chwil w związku z urodzeniem Oli jeszcze nie przeżyłam. Kocham ją bo jest moim dzieckiem, bo nie ma nikogo poza nami na świecie, bo nie mam wyjścia.

Od zawsze płacimy podatki, od zawsze jesteśmy Polakami, od zawsze Ola jest tylko z nami.
Od 17 lat płacimy za wszystko z własnych pieniędzy: opiekunki, rehabilitacja, wózki inwalidzkie, pampersy, lekarze, wakacje dla Oli. Od 17 lat trudno nam wyjść z domu bo ktoś musi być z Olą. Płacimy, płacimy, płacimy - za wszystko.

Od 17 lat samotnie zmagamy się z chorobą Oli. W związku z tym, że mamy z czego żyć - nie interesuje się nami Państwo, dla którego kryterium dochodowe jest jedynym wykładnikiem pomocy rodzinie z niepełnosprawnością.

Przez te 17 lat kilkakrotnie zmienialiśmy parafie - żaden proboszcz nigdy nawet nas nie zapytał "co z Olą", nie mówiąc o propozycji pomocy = choćby czysto duchowej (mieszkamy w kurorcie, obok domu zakonnego).

Od 17 lat nie zawitał do nas nikt z pomocy społecznej - bo przecież sobie radzimy. My zawitaliśmy więc do opieki społecznej. Dowiedzieliśmy się, że pomoc nam nie przysługuje bo zarabiamy powyżej ustalonego minimum socjalnego. A pomoc niematerialna? Odciążenie od opieki choć na kilka godzin? Nie - bo stać nas na opiekunkę.
Zapewnienie Oli dodatkowych zajęć, warsztatów - nie bo jest za bardzo "uszkodzona". Nie pasuje do utworzonych grup: nie będzie lepić dzbanuszków i śpiewać z dziećmi z zespołem Downa - bo ma niesprawne ręce i schorzenie wymagające podnośnika, rampy itp plus ma bardziej głębokie upośledzenie umysłowe niż większość niepełnosprawnych umysłowo dzieci - sorry, inne potrzeby spędzania wolnego czasu, potrzebny dodatkowy opiekun 1:1. Sorry.

Od 17 lat nikt z osób, które żyją w naszym otoczeniu, społeczności katolickiej, która nas dobrze zna nie zaproponował, że np. weźmie Olę na spacer, zabierze ją na dwie godziny do siebie, żeby i ona miała urozmaicenie i my wytchnienie. Nikt nie dostrzega Oli w społeczeństwie, nikt nie dostrzega nas. Radzimy sobie. Przecież mamy dom, samochody, wyglądamy na zadbanych. Dajemy radę!

Dyrektorzy szkół, pedagodzy, duchowieństwo, fundacje, obrońcy praw życia - gdzie są? Jak pomagają? Czego uczą młode pokolenia?

Od 17 lat z przerażeniem myślimy o przyszłości Oli. Kto zajmie się Olą gdy nas zabraknie? Gdzie wyląduje? Kto za to zapłaci? Czy będzie miała dobrze? Czy będzie bezpieczna? Można jej przecież zrobić wszystko... Nikt się nią teraz nie interesuje więc może być tylko gorzej w tej kwestii. Niestety nie ma zespołu Downa, autyzmu. Z racji swojego stanu i potrzeb Jest wykluczana nawet ze środowisk osób niepełnosprawnych, które skupiają podobnych sobie.

Nasze zdrowe dzieci są siła rzeczy zawsze na drugim planie. I to nie dlatego, że nie zdajemy sobie sprawy z ich potrzeb, że są równie ważne itd. - nie, o tym wszystkim wiemy - aż za wiele. NIE WYRABIAMY SIĘ Z CZASEM. PRACA PRZY OLI TO SYZYFOWA PRACA, BEZ EFEKTÓW i PRZYSZŁOŚCI.
Nie mamy prawa obarczać zdrowych sióstr opieką nad Olą.

Ostatnio zapytaliśmy w DPS w Sopocie o możliwość zaklepania na przyszłość miejsca dla Oli w nowym domu pomocy społecznej w Sopocie. Mielibyśmy na stare lata blisko a i Ola nie zmieniłaby otoczenia. Byłoby fajnie. Niestety - nie dla psa kiełbasa. Dom jest przewidziany dla osób starszych i z chorobami nieuleczalnymi. Nigdy nie będzie dedykowany Oli, dlaczego? Od kiedy Ola będzie uważana za osobę starszą i schorowaną? Dostaliśmy informację, że pewnie gdzieś na południu Polski znajdzie się jakiś dom. Wykaz na stronie internetowej takiej i takiej.

Ustawa Za życiem - śmiech na sali. Ola jest w tym przypadku dzieckiem "za starym". Poza tym: jedynym kryterium pomocy w przypadku tej ustawy jest znowu kryterium dochodowe.

Dlaczego do Pani piszę? Otóż dlatego, że mam wrażenie, że postrzega Pani rzeczywistość z punkt widzenia choroby Pani syna. Da się żyć, prawda? Syn zapewne chodzi o własnych siłach , przytula się do Państwa? Uśmiecha się? Czuje się Pani kochana przez swoje dziecko? Zapewne tak. Spędza Pani miłe chwile z dzieckiem na świeżym powietrzu? Dzieci lubią przebywać ze sobą? Syn będzie miał prawo do długoletniej nauki w placówkach państwowych, do warsztatów terapii zajęciowej. Chętnie zabierze go Pani do teatru, kina, na lodowisko? Może zostanie kimś ważnym? Może będzie miał zawód? Potem ma pewnie szansę na zamieszkanie we własnym mieszkaniu wspomaganym przez osoby trzecie. Jest ich coraz więcej. Super!

Dziecko z zespołem Downa to faktycznie nie koniec świata! Rodzice i dzieci skupiają się wokół siebie, jest was sporo. Dzieci są na plakatach, biorą udział w pokazach mody, fantastycznie. Chce się żyć! Są jednak schorzenia, które nie pozwalają normalnie żyć, rozbijają życie rodziny, dzielą jej członków, wykańczają i ciało i umysł rodziców i rodzeństwa. Życie staje się pasmem ciężkiej, niewdzięcznej pracy wykonywanej w całkowitej samotności, bez wsparcia Państwa, Kościoła, bez nadziei na przyszłość, przez długie lata.

Co do Pana Boga: myślę, że każdy z nas ma indywidualną relację z Panem Bogiem. On dał nam wolną wolę, rozum, empatię i mnóstwo cech, które pozwalają KAŻDEMU CZŁOWIEKOWI NA WYBÓR. Nie chcę być w tym miejscu arogancka i niegrzeczna i wieszać na Pani działalności psów. Myślę jednak, że chce Pani wejść w kompetencje Pana Boga ale bez żadnych konsekwencji.

Jako Polacy, katolicy powinniśmy się wspierać. Skoro ośmiela się Pani decydować za wszystkie polskie kobiety i dokonywać wyborów za nie proszę pójść o krok dalej i pomóc przy opiece nad dziećmi już narodzonymi.

Proszę zaproponować kiedy może nas Pani wesprzeć w opiece nad Olą? Może kilka tygodni w czasie wakacji?
Szkoły specjalne zamknięte, obozy dla tak uszkodzonej młodzieży jak Ola w zasadzie nie są organizowane a jeżeli są, wymagają odpłatności za dziecko i za opiekuna. Chętnie wyjechalibyśmy z mężem gdzieś sami, pierwszy raz od 17 lat? Przywieziemy Pani oczywiście pełny osprzęt do opieki nad Olą: łóżko inwalidzkie, podnośnik, sprzęt do kąpieli, spadochron do transportu z łóżka na wózek inwalidzki. Tylko proszę bardzo uważać na wózek. Kosztował ponad 15 tysięcy złotych (dofinansowanie w wysokości 3 tysięcy raz na kilka lat) i starcza na 2-3 lata bo Ola wciąż rośnie. Z góry przepraszam za niedogodności związane z opieką nad Olą. Czasami ugryzie, czasami dostanie ataku złości, często obudzi się w nocy z płaczem.

Nie proponuję Pani opieki w porze zimowej bo jest wielki problem z ubraniem tylu warstw odzieży osobie, która nie współpracuje w trakcie procesu ubierania. Sam spacer po śniegu też jest wielkim wyzwaniem przy takim obciążeniu wózka.

Myślę, że powinna Pani poprosić o pomoc także wszystkich zwolenników Pani akcji. Pomóżcie nam! Pomóżcie innym rodzinom! Jest to wprawdzie trochę inny rodzaj pracy niż wymachiwanie transparentami ale dacie radę. My dajemy to i wy dacie radę. Jesteśmy przecież wszyscy Polakami katolikami. Wiemy co dla innych dobre! Ja wiem, że dla naszej Oli będzie to super przeżycie a dla Pani świetny czas!.
Pozwolę sobie zdecydować za Panią.

Czekam na propozycję.
Z radością poinformuję społeczeństwo o chęci pomocy z Państwa strony. Ola żyje i czeka na Państwa pomoc.
Z góry dziękuję.
Z poważaniem,
Monika Lewandowska

Komentarz: list nr 2
Chciałabym przy tym żeby było jasne: mój pierwszy list nie jest głosem za aborcją! Dla osób wnikliwie go czytających jest to jasne. Po 17 latach życia w ciszy w tym temacie uznałam, że przy okazji burzliwej dyskusji narodowej jest to jedyny moment żeby uzmysłowić wszystkim stronom, że ograniczenie się wyłącznie do kwestii "czasu od poczęcia do porodu dziecka, które będzie niepełnosprawne" jest krótkowzroczne i okrutne. Co to za wyczyn walczyć o prawo do narodzin chorego dziecka a potem uważać, że to już "inna sprawa" i zapomnieć o temacie lub liczyć, że zajmie się tym KTOŚ INNY? Kto, jeśli nie Pani? Osoba będąca w centrum wydarzeń , sama świadomie podejmująca się tego tematu.

Osoby, które ośmielają się być osobami publicznymi w tym temacie powinny zaproponować i wyegzekwować systemowe rozwiązania długofalowej opieki nad całą rodziną z niepełnosprawnością od momentu poczęcia aż do śmierci chorego dziecka, czyli często przez długie lata. Proszę Panią o faktyczne zapewnienie ochrony (to Pani słowa) poczętym i narodzonym chorym dzieciom. Pozostawienie tematu na etapie samego porodu jest jak zabranie choremu dziecku i rodzinie tlenu niezbędnego do dalszego życia. Mam nadzieję, że pochyli się Pani nad tym tematem.

Pozdrawiam,

Monika Lewandowska

Ps. Będę pisać do skutku, do wszystkich. Chore dzieci muszą mieć godne życie, my rodziny, musimy mieć godne życie, rodzeństwo osób niepełnosprawnych musi mieć godne życie, nie obarczone nieuchronnością opieki ponad siły na starcie.



 

 

i jest mi wstyd, że miałam chęć ponarzekać ...





12:23, kika_73
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 marca 2018

Jestem na progu kolejnej decyzji zawodowej.... kasa mniejsza, ale nie zawsze chodzi o kasę....

08:11, kika_73
Link Komentarze (4) »
czwartek, 08 marca 2018
ODKOPUJE SIĘ....

Pracowa przeprowadzka, zmiana organizacji pracy, która dla mnie póki co niekoniecznie na lepsze. Z opinia poczekam, aż osiądziemy w nowym układzie. Jednak nie wygląda top obiecująco.... Zaległości pracowe, związane z prawie 2 tygodniowym przestojem...

W domu wróciliśmy w tzw szkolny kierat, co ma swoje zarówno dobre jak i słabe strony :) Dobrym jest to, że świat i czas jest jakoś bardziej poukładany. Minusem są obowiązki od których w czasie ferii udało nam się odpocząć. I czas się skurczył...

Niestety i nas dopadają choróbska. Wprawdzie nic  powalającego do łóżka, ale ciągnącego się już drugi tydzień. Miś wylądował na antybiotyku siedzi do końca tygodnia w domu. Julian kaszle, ale ponoć nic mu nie jest (pan doktor pozwolił iść do szkoły). Zosia z Olkiem jakoś się trzymają.

Zimno i wiatr nie pozwalały wyjść na dłuższe spacery, dlatego w domu Olek dostaje amby. Wiem i rozumiem go, ale rozpierająca go energia jest trudna do zniesienie dla wszystkich z wyjątkiem Misia, który z radością przyłącza się do rozgrywek Olka. Ręce opadają mam już tylko wtedy, gdy znowu trzeba lecieć przyklejać wybitego zęba...

Epopeja z Misiowym zębem, po rocznych próbach przyklejania, weszła w nowy etap. Miś ma kawałek sztucznego zęba, dobrze wzmocnionego, .. będziemy patrzeć jak się to sprawdzi u młodego człowieka, który zupełnie nie rozumie, że musi na niego uważać, oszczędzać i nie brać wszystkiego do paszczy niczym śliniący się niemowlak, i że tak będzie już do końca życia....

Ja myślami jestem już w maju, kiedy to  Chorwacja na początku i na końcu :)  Być może nie zrobimy w tym roku remontu łazienki.... być może ale stawiam w tym roku na "być" a nie na mieć, na "wyjechać", na "bawić się dobrze", "na być razem".

Zaczęliśmy od nart, na które mój mąż jechał nafochany... foch malał z każdym dniem pobytu, co było słychać w każdej kolejne rozmowie telefonicznej.... 

Mamy w domu dobry czas... pilnuję, żeby jak najdłużej... 

09:54, kika_73
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 19 lutego 2018
I WRÓCIŁY!!!

Banda wróciła z nart.

Miś zachwyt, Zosia zachwyt, Julian niezachwyt :)

Mąż (nie obiektywny) twierdzi, że Zosia wyglądała jakby urodziła się z nartami na nogach (z tego co pamiętam, nie miała, ale wspomnienia się przecież zacierają), Miś śmigał, że hej. Oboje na podsumowaniu obozu piersi w swoich kategoriach w slalomie, oni dumnie, tatuś dumny, mamusia też :) Muszę teraz trochę dowartościować Julian, bo widzę, że mu głupio, że on nie zapał miłością do nart, a przecież nie musi, przecież jest wiele innych sfer w których jest lepszy i super w ogóle!

Olek wytrzymał na półkolonii do końca. Ale mamy wciąż z nim jakiś regres... trudno mi wciąż z tą świadomością, że może się nam w pewnych sferach zdarzyć krok w tył, (albo nawet wielki krok w tył) Wydawało mi się, że teraz będziemy kroczyć ku jasności z uśmiechem na ustach, a tu niestety nie...

Zosia trochę przeziębiona, zobaczymy jak to się rozwinie bo jakiś zjadliwy wirus krąży. Miś, po raz już nie wiem który, złamał sobie swojego złamanego zęba. Tym razem szturchał się z Olkiem.  No ręce opadają... ciocia dentystka z cierpliwością przykleja go po za którychś, bo na razie (póki ząb nie skończy rosnąć) nie można za bardzo nić więcej z nim zrobić, a Miś tez nie za bardzo na niego uważa. Miś farciarz jest do środy na gościnnych występach u kuzyna. Mamy tylko trójkę i dzielnie walczy z nimi mąż na urlopie :)

10:07, kika_73
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 168