Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
piątek, 14 lipca 2017
MAŁO WAKACYJNIE

Martwi mnie w moim życiu to, że tak mało w nim miejsca na ŻYCIE.

Brak urlopu w czerwcu daje znać o sobie. Do tego w pracy czas wcale nie ogórkowy, a dodatkowo ludzie na urlopach powodują, że obowiązków jest więcej i więcej. Nie mówię, że tego nie lubię, ale wkurza mnie gdy wracam do domu styrana, mąż już ma sezon woodstokowy, albo jeste w W-wie jak dziś.  Jestem sama na włościach i nie mam na nic siły.

Doszłam tez do wniosku, że wykańcza mnie nie możność zaplanowania czegokolwiek z powodu pracy, albo raczej pracoholizmu i poczucia zawodowej misji mojego męża. Pogoda też się mi "dokłada" do całości... Jest połowo lipca, a my nawet nie wyciągnęliśmy basenu, bo kurcze zimno i pada....

Choć do września jeszcze ho ho ja już martwię się organizacją życia z 4 dzieci w szkole, z Olkiem w instytucji, z Misiem w nowej sportowej 4 klasie z jego niechęcią do czegokolwiek, co związane jest z edukacją...

Miś po powrocie od babci, zaliczył zajęcia tenisowe a teraz jest na półkolonii. Za niecałe 2 tygodnie jedzie na kolonię. Potem ma obiecane prace polowe u mojej kuzynki...na co czeka z radością, bo nie ma co jak lans po wsi z kuzynem i psem ( i to nic, że potem spuchnie z powodu alergii)...

Mój organizm, jadący już lata na rezerwie pragnie, by ktoś się nim zaopiekował... bo  ja sama nie mam po prostu siły...

Miłych wakacji dla was...........

09:09, kika_73
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 lipca 2017

równia pochyła, posmarowana masłem, to moje życie teraz... zjeżdżam, nie wiem jak jest długa i nie wiem co jest na końcu? czy ktoś wyciągnie ręce i mnie złapie? czy trampolina do odbicia się?  czy twardy beton? czy czarna dziura i dalej w dół....

a mimo to można trwać, pracować, być matką, pewnie, że nie tak na full ale jednak można 

14:54, kika_73
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 03 lipca 2017
I JUŻ LIPIEC

Rozmawiałam z Panią dyrektor z przyszłej szkoły maluchów, wysłałam jej skan orzeczenia, omówiłyśmy wszytko co się Olkowi w ramach orzeczenia należy.. wszystko jest do wyegzekwowania. I choć praktyka pokaże jak to będzie wyglądało w rzeczywistości, to jestem dobrej myśli. Póki co duży pozytyw. Umówiłyśmy się w sierpniu na spotkanie taktyczne :) z wychowawcą, naszym terapeutą, panią, która będzie nauczycielem wspomagającym... profesjonalnie, krótko i na temat. Bardzo chciałabym się nie zawieźć. 

Tymczasem dziś wraca Miś. Przez tydzień prawie się odzwyczaiłam od ich wzajemnych z Olkiem uszczypliwości... cóż trzeba wrócić do realu...

A poza tym to katedra się nam mocno nadpaliła.... akurat byłam w pracy nieopodal... wygląda smutno ale wygląda na to, że wieki temu budowali grube mury...  Choć wizualnie to były TYLKO (!) 2-3 najwyższe kondygnacje, to strażacy walczyli prawie dobę...  Nagle okazało się, że wiele osób czuje się faktycznie dotkniętych tą sytuacją, bo to był (jest) taki faktycznie rzeczywisty symbol miasta. W tym zniszczonym przez armie czerwoną  mieście jeden z niewielu zabytków, które przetrwały, a na pewno najstarszy....

Tymczasem w ramach samobiczowania (chyba) wzięłam sobie na łeb dodatkowy projekt, który został bez koordynatora. Mam nadzieję, że nie zrejteruję, bo zaległości w projekcie na jakiś kwartał!

12:41, kika_73
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 czerwca 2017

Zwykle urlop letni mieliśmy klepnięty w styczniu, zwykle był on w czerwcu. W tym roku wszystko jest poprzestawiane i ze względu na szkołę dzieci wzięłam urlop na przełomie sierpnia i września. Szukałam miejsca dla naszej ciut ponadstandardowej rodziny. I nawet jak coś znalazłam, to albo zabijało mnie ceną albo odległością (dlaczego wszystkie fajne miejscówki są gdzieś w okolicach Trójmiasta!!!!!) Jedynym ekskluzywnym elementem miała być dostępność basenu. I... w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca wylądowałam gdzie? w taram!!! ... Sianożętach!!!  po drugiej stronie ulicy na przeciwko miejsca, w którym byliśmy w roku ubiegłym :) No cóż decyzja podjęta, rezerwacja klepnięta. Okoliczności przyrody znajome.  A Olek już bojkotuje myśl o urlopie...

tymczasem patrząc na to co za oknem cieszę się niezmiernie, że nie pojechaliśmy na urlop nad Bałtyk w czerwcu...

09:52, kika_73
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 czerwca 2017
JUŻ (PRAWIE) WAKACJE

Po ubiegłotygodniowych emocjach kończących edukację większości małoletnich już czuję luz.

Zostało tylko zakończenie u Juliana w ten piątek. Trochę "po chińsku", bo wszyscy już po i niektórzy się burzyli, ale dla mnie super. Jeszcze jednej uroczystości w ubiegłym tygodniu mogłabym nie znieść.

Uroczystość u Olka w zasadzie mnie tylko podkurzyła, bo pokazała jasno, że Pani G. z radością się z nim rozstaje, nawet go nie próbowała zachęcić uroczystością. Oprócz swojej kwestii, którą powiedział ładnie, w odpowiednim momencie i ilustrując gestami, pani pozwoliła mu siedzieć sobie z boku w bawić zabawkami. a przecież wystarczyło do niego wyciągnąć rękę na zachętę.... Gdy przyszedł się do mnie przytulić, powiedziałam mu na ucho, że to ważny moment i że powinien być ze swoją grupą i co? i poszedł usiadł koło kolegi i uczestniczył.... Uroczystość ładna standardowa, bez łzy w oku...

W czwartek musiałam nadszarpnąć moją bardzo już okrojoną pulę dni urlopowych i spędzić go z Olkiem i jego grupą (oraz rodzicami) na wspólnym pikniku. Nie to, że musiałam być z Olkiem, bo ja zawsze lubię być z moimi dziećmi szczególnie jak jestem jeden na jeden. Musiałam wziąć urlop, którego mam w tym roku malutko.. ale też użyłam słowa MUSIAŁAM, bo umówiliśmy się z mężem, że to on bierze piknik na siebie, niestety finalnie okazało się, że pojechał do W-wy. poza tym chwała, że mam w  tamtej grupie dwie koleżaneczki, bo bym zdechła. Do tego miejsce pikniku, klimatyczne i malownicze położone pomiędzy pięknymi stawami rybnymi było dla mnie od czasu zakończenia Miśkowego przedszkola TRAUMATYCZNE!!! Miś z kolegami wisieli z podbierakami na brzegach stawów, a ja dostawałam palpitacji. Tym razem Grupa Olka była ulokowana w dużej wiacie bliżej wybiegów dla zwierząt, co powodowało, że dzieciaki bardziej niż stawami interesowały się bieganiem po łące z patykami zamiast pistoletów. Trochę udało mi się dzięki temu "odczarować" to miejsce.

Co innego u Zosi w piątek. Po pierwsze byłam współorganizatorem, po drugie z tymi paniami jestem już od czasu Misia czyli jakieś 6 lat!!! Więc znamy się lepiej... generalnie w tą grupę byłam najbardziej zaangażowana, a w szczególności od tego roku szkolnego i organizacji koncertu charytatywnego, którego nie było... Fajni ludzie z opcją na dalszą znajomość.... Ryczałyśmy równo wszystkie.... beczałyśmy jak bobry... dzieciaki super, piękny wzruszający filmik, super wierszyki o paniach wymyślane do północy, czytane przez zapłakanych rodziców.

W piątek odwiozłam jeszcze Julka na nocowankę do przedszkola i po powrocie o 20.30 padłam. Ocknęłam się w sobotę o 7.30...

Teraz już spokojnie... dzieci póki co wyrodna matka puszcza dalej do przedszkola, Miś pojechał dziś na tydzień do babci...

14:28, kika_73
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 czerwca 2017

wszyscy pracujący w środku długiego weekendu ŁĄCZCIE SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

08:14, kika_73
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 czerwca 2017
CAŁUŚNE LAST MINUTE :)

Ostatnio u Kasi było o tym, że trzeba korzystać z tego, że dziecko (mały facet w szczególności) chce się do rodzica (tutaj czytaj matki) chce się przytulać, bo nastaje czas, że zdobycie małego całuska od własnego dziecka będzie wydarzenie wiekopomnym!

Otóż obecnie żyjemy u nas w erze wszech obowiązujących "PRZYTULASKÓW". Szczególnie MIŚ. Na wszystko "przytulasek"!!! Na obudzenie, na zaśnięcie, na powitanie, na pożegnanie, bo obiad był dobry,, bo ładna koszulka, bo coś spsociło, bo bez powodu... i tak czasem mam już dość i wkurzam się, że wciąż ktoś na mnie wisi, przygniata, dusi, wygina ręce, żeby się zwinąć pod pachę... Nawet Olo potrafi znienacka podejść i mnie tak bez powodu wyściskać....

I tak dotarło do mnie, że trzeba korzystać!!! póki czas!!! i chcą. Zresztą nie oszukujmy się, sama to bardzo lubię :)

11:00, kika_73
Link Komentarze (1) »
środa, 07 czerwca 2017
KU KOŃCOWI

czerwiec, to taki miesiąc który ja osobiście uwielbiam najbardziej, i sierpień lubię szczególnie jego 2 połowę.

więc uwielbiam sobie czerwiec pijąc kawę na ogrodowej kanapie i obserwując znowu sielsko bawiące się dzieci.

Julek jako miłośnik badmintona każda wolną chwilę mobilizuje (molestuje :)  wszystkich, żeby z nim zagrali, więc gramy w badmintona. Julek generalnie ostatnio gra we wszystko co popadnie, wszędzie chce wieść prym i muszę przyznać, że robi to z wdziękiem. Zosia trochę zazdrości Lulkowi smykałki do "paletek", bo jej nie wychodzi tak dobrze (mentalność prymuski jak nic!). Olek biega boso po okolicy, a wieczorem z lubością szoruje czarne jak ziemia stopy.  Miś towarzyszy Julkowi w paletkach i znów z przyjemnością wrócił do treningów, które oprotestowywał w maju.

Biegamy więc wieczorami z piłką lub patykami za psem sąsiadów, wyparujemy pierwszych czereśni (szpaki też). Dopieszczamy poremontowo pokoje dzieci (Julek z Olkiem znowu mają biwak remontowy, bo łóżko piętrowe sprzedane, a nowe, pojedyncze jeszcze nie dotarły...). A jak odkryłam w sobie smykałkę handlowca, przestałam pytać czy może ktoś by łaskawie nie zechciał..  i zaczęłam wystawiać niepotrzebne rzeczy na OLX.

Po majowych "spinakch" komunijnych i remontowych a także przejściach Olkowych w ppp (nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo się z tymi sprawami spinałam) teraz mamy względny luz :) choć luz to pojęcie względne.

W piątek z Julkiem i jego grupą byliśmy na wycieczce kończącej przedszkole w Berlinie z ZOO. Było cudnie pod każdym względem z wyjątkiem korków w drodze powrotnej :)  Julek jest takim cierpliwym podróżnikiem i ciekawym wszystkiego!

W czwartek czekają Misia testy do klasy sportowej. Czarno to widzę, ale mam nadzieję, że pragnienie uwolnienia się z obecnej klasy i perspektywa bycia w klasie z ulubionym kolegą może okaże się wystarczająco motywująca... Jeśli nie uda się, będę myśleć....

W czwartek Julek ma dzień matki (i ojca, który jak zwykle w tym czasie w w-wie). W piątek Zosia ma nocowankę w przedszkolu.... w niedzielę planujemy wypad na plażę, ale prognoza pogody wybitnie zmienna...

Do tego zarówno Miś jak i Maluchy kończą pewien istotny etap w swojej edukacji. W przypadku Misia uważam, że etap w dużej mierze zaprzepaszczony... Wciąż prawie każde odrabianie lekcji kończy kłótnią, że po pierwsze w ogóle coś od niego chcę, a po drugie gdy np pojawi się jakiś błąd lub zastrzeżenie co do wykonanego zadania, temperatura podszyta agresją sięga zenitu. 

Jeśli chodzi o maluchy, to  kończy się sielski czas, gdy dzieci są zaopiekowane, spędzają miło i pożytecznie czas w (tu muszę przyznać) w towarzystwie dzieci miłych uprzejmych i niewrednych, bez większych kłótni i agresji... Tez inaczej niż u Misia, którego grupa 6 latków (w zasadzie prawie 7 latków) była jakby bardziej wyrachowana a często wobec siebie zachowywała się okropnie. 

Krystalizują się także plany wakacyjne. W tym roku inaczej niż zwykle, bo do tej pory urlop braliśmy w czerwcu, a teraz koniec sierpnia. Inaczej niż zwykle, bo zwykle to już w styczniu miałam wszystko zarezerwowane...

Ja w pracy pracowicie ale spokojnie, bardzo mi to pasuje...

10:13, kika_73
Link Komentarze (5) »
wtorek, 30 maja 2017

Chociaż obecna praca jest po prostu fajna pod każdym względem, to mimo wszystko w tyle głowy ma m wciąż marzenie, o niezależności.

Szukam jakiejś niszy dla siebie, mam parę pomysłów, ale w żadnym nie czuję się na 100% pewna, żeby zaryzykować... Poza tym stała praca, w stałych godzinach,  ze stabilną i wypłacaną regularnie pensją  jest jednak wystarczającym argumentem za :)

Tak czy inaczej nie złożyłam broni!!!

09:10, kika_73
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 maja 2017
PO REMONCIE

Jesteśmy po malowaniu uffff.

Wszyscy ulokowani w swoich docelowych miejscówkach. Choć Miś wciąż śpi na podłodze na materacu, a w pokoju ma tylko nocny stolik i bumboxa, choć chłopaki jeszcze na starym piętrowym, bez biurek, ale zadowoleni na maxa, a u Zosi piętrzą się rzeczy nie dające się upchnąć gdzie indziej. I  choć muszę jeszcze dopieścić ich pokoje, bo wyglądają dość surowo to już jest uffffff. Zorganizowanie naszej sypialni pozostawiamy na weekend albo trochę po. Martwię się, bo będzie oddalona znacznie od dziecięcych pokoi i ja już w ogóle nie będę spała próbując nasłuchiwać, czy któryś nie kaszle lub nie rzyga.

Poza tym okres próbny w nowej pracy właśnie ma się ku końcowi i niniejszym jestem pracownikiem już w zespole na stałe :) No miło :) Musze przyznać, że lubię przychodzić do pracy :) choć wciąż 8 godzin zamieniła bym na 6 :)

Jutro podsumowanie działań Olkowych w PPP. Jutro też odbiór orzeczenia o niepełnosprawności (mam nadzieję, że to tylko formalność :) 

Dziś Dzień Matki u Misia w szkole. (Chyba pójdę z trójka maluchów na doczepkę :) będzie wesoło. To pierwsze takie wydarzenie w jego szkolnej karierze. Nigdy niczego nie robili. Co po tryliardach różnych przedszkolnych przedstawień jest zupełną odmianą.

I mam jedną zagwozdkę.

Jesteśmy w tym roku wszyscy "zrowerowani".  Wszyscy oprócz Olka, który dwa kółka (jakiekolwiek nawet wypasioną hulajnogę na dużych kółkach, nawet cztery kółka) oprotestowuje z żelazną konsekwencją. Na siedzonko na bagażniku jest już stanowczo za duży, na przyczepkę moim zdaniem także (zresztą jest też na tyle niesubordynowany, że obawiałabym się o jego bezpieczeństwo). I teraz ponownie stajemy przed dylematem. Jak mam zorganizować wspólną wycieczkę rowerową DLA WSZYSTKICH? Nie chcę już jeździć na raty, chcę razem!!!!!!!!!

Czy upchnąć w kieszeni sumienie i zostawić Olka pod opieką babci i wypuścić się w trasę? Ale za każdym takim razem kraje mi się serce, że on nie ma możliwości spróbowania czegoś nowego. Z drugiej strony dlaczego pozostała ekipa ma nie skorzystać z miłego dla nich sposobu spędzania czasu. I znowu mamy pat, a w sierpniu planujemy urlop po części rowerowy. Wiem, że jedne lubi to a drugi coś innego, ale kurcze próbuję znaleźć wspólny mianownik dla naszego wspólnie spędzanego czasu...  wciąż mi nie wychodzi....

09:04, kika_73
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 164