Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
piątek, 04 stycznia 2019
2019

Jeśli wierzyć horoskopom to może być rok w niektórych płaszczyznach przełomowy. Zaczął się już wysokim C w dwóch kwestiach. Pytanie czy to przerodzi się arie czy też w falsecik i zawodzenie????

Przy czym wróżba:

o płomiennym romansie - raczej mnie nie dotyczy.

o przełomie w pracy - kto wie

o zmianie miejsca zamieszkania - wolałabym nie

o finansowej stabilizacja albo i więcej - oczywiście nic przeciwko nie mam.

Dziwne, dlaczego we wróżbie nie było ani słowa o grzecznych, niepyszczących dzieciach, z których ust wypływa słodkie "tak mamo" a nie wrzeszczące "NIEEEEE!!! ????

Mogłoby być coś jeszcze o jakiejś miłej podróży i większej ilości czasu na po prostu być tu i teraz....

W kwestii podróży to moja mama bąknęła coś, że nie była w Paryżu, a chciałaby zobaczyć... Mi osobiście wystarczyłoby parę dni w Berlinie odhaczając operę, jakieś muzeum i nieśpieszny czas na jakieś berlińskiej trawce z porządnym kebabem w ręce...

Chociaż  tak naprawdę to męczy mnie kierunek podróży, o który jeszcze jakiś czas temu wcale bym się nie podejrzewała. Chciałabym polecieć do NY, najlepiej gdzieś wczesnym latem i po prostu tam pobyć.... Pomarzyć można...

tymczasem musiałam odwołać miejscówkę na ferie, bo w mężowej pracy wstrzymano wszystkie urlopy i będziemy więc łapali te parę dni, o ile w ogóle, oraz zarezerwowałam Misiowi kolonie na sierpień :) Bije się z myślami odnośnie długiego majowego weekendu... tzn nie biję się tylko wybrałam kierunek Włochy... :)  gorzej gdy okaże się, że będziemy musieli wybrać kierunek REMONT :) pewnych rzeczy już dłużej odsuwać się nie da.

To tyle... jak wcale nie wesoły ostatni czas w naszym życiu, wybitnie lekkoduchowy wpis mi wyszedł spod klawiaturki... 

W ubiegłym roku na FB, że dawno nie wchodziłam w Nowy Rok z tak pozytywnym nastawieniem... było "tak se".

W ten Nowy Rok wchodzę z wieloma obawami...  zobaczymy jaki będzie ten Nówka Sztuka 2019 ROK.

 

10:29, kika_73
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 grudnia 2018
KONIEC ROKU

nie jest dla nas łaskawy...

dostrzegam, że jedną z najważniejszych wartości naszego małżeństwa, jet ta, że w momencie kłopotów stoimy za sobą murem.

Niestety od niedzieli każdy dzień niesie nowe. Życie jest reżyserem takich scenariuszy, że sami byśmy ich nie wymyślili. Nie zawsze to komedie...

Stres jest tak duży, że przyćmiewa wszystko, tony upieczonych pierniczków, a nawet to, że nie zastawiłam zakwasu na barszcz. Nie jestem w stanie sprostać entuzjazmowi dzieci, które wydają się w końcu poczuły magię świąt gdyż sami jesteśmy na progu wycieńczenia od stresu.  

Najtrudniejsze jest chyba zawieszenie w oczekiwaniu. Musimy uzbroić się w cierpliwość.

Niech już będzie piątek,  wtedy całą sobą zanurzę się w hardkor przygotowań świątecznych i padając ze zmęczenia będę myślała tylko o tym czego zrobić nie zdążyłam....

11:10, kika_73
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 grudnia 2018
PRZY GRUDNIU

Przez świętami staram się na siłę trochę wzbudzić świąteczną atmosferę. Pomaga mi w tym Zosia przejęta świątecznymi występami, pieczeniem pierniczków oraz wypełnianiem zadań z kalendarza adwentowego, który przygotowywałyśmy w tym roku wspólnymi siłami. Staramy się angażować  w to chłopaków, ale oni podchodzą do tego w sposób bardziej praktyczny  tzn angażują się w zależności od rodzaju słodyczy, które są tego warte lub nie. Życie toczy się dalej pełne różnych wydarzeń.

Miś od jakiegoś czasu uwolniony od naszego restrykcyjnego nadzoru nad lekcjami ogarnia się sam i sam musi za siebie odpowiadać. Oczywiście idzie mu to różnie, choć wychodzi na to, że w sumie nie najgorzej. Zresztą jutro dowiem się coś więcej na wywiadówce, bo przecież w jedynej w galaktyce szkole bez dziennika elektronicznego mogę bazować tylko na tym co mi doniesie syn (a przecież nie będzie donosił na samego siebie, logiczne).

Maluchy ogarniają. Olek wychodzi, że jest matematycznie uzdolniony, Julian jest demonem czytelnictwa, a Zosia jest demonem wszystkiego wokół. Nawet nie popadła ostatnio w rozpacz po przegranej w chińczyka, co uznaję za duży sukces.

Ciesze się, że jestem z dziećmi w bliskich relacjach i życzyłabym sobie by tak zostało zawsze.

Wprawny czytelnik dostrzega miedzy wierszami brak tatusia... otóż jest owszem, ale jakby ostatnimi czasy życie rodzinne go bardziej irytuje niż cieszy. Jest jakby technicznie, ale serce widać tylko wtedy kiedy w weekendy gotuje obiady.

Tymczasem ja zaczęłam studia podyplomowe i póki co uważam, że to było bardzo dobry krok.

to tyle, w oczekiwaniu kiedy coś pierdulnie i jak bardzo duży krater po tym powstanie.

12:53, kika_73
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 listopada 2018
NIE MAM

czasu, ani weny do pisania. Pewnie pokuszę się o jakiś rocznicowy wpis z okazji następnego wtorku, ale generalnie...

 

Znalezione obrazy dla zapytania chwilowo nieczynne

13:14, kika_73
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 października 2018
SKRAJNŚCI

U nas znoowu rodzinna huśtawka emocji...

w ubiegły weekend -weselisko kuzyna w Gańsku 

w poniedziałek wieczorem nagłe pogorszenie stanu i we wtorek umarła moja ciocia, w piątek był pogrzeb....

 

08:00, kika_73
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 października 2018

Michał daje nam do wiwatu. Głupota za głupotą, uwaga za uwagą... gd widze jak na telefonie wyświetla się "SP17" to mną targa. 

Jeśli chodzi o sprawy szkolne to w normie (choć bez szału), ale zachowanie - masakra. Jest tak naiwny i głupi w tworzeniu związków przyczynowo-skutowych, zresztą od małego miał dość specyficzne podejście do wyłapywania wyłącznie korzystnych dla siebie informacji, pomijając te, które wiązały się z jakimś zobowiązaniem... Jest wciąż pobudzony. W szkole notorycznie gada, buja się na krzesłach, totalny chaos w zeszytach, pismo przpominające wysokiej klasy lekarza, nie do rozszyfrowania nawet przez uzdolnionego farmaceutę... Ruchu ma dużo, dieta pod kontrolą, zaczynam myśleć, że coś wciąga na boku, bo już mi się pomysły skończyły. 

Codzienne rozmowy wyglądają tak samo. Rozumie, kruszeje, poczym wszystki idzie w piz_du w szkole. Rozpacza wyłącznie z powodu świadomoości utraty PSP. Mam już dość straszenia rekwirowaniem PSP.... i tak ma granie ograniczone do piątku wieczorem i ewentualnie soboty. Nie chcę mu odbierać zupełnie tej rozrywki, ale chyba miarka się przebrała....

Najrozsądniejsze wydawałyby mi się jakieś prace społecznie użyteczne....

JAk już ze sobą doszłam do jako takiego ładu, to "trach" z innej strony dostaję w łeb obuchem....

11:41, kika_73
Link Komentarze (5) »
środa, 19 września 2018
MILCZENIE JEST ZŁOTEM...

... czy aby na pewno...

zostałam tak wychowana, żeby się nie wtrącać, szczególnie jak mówią dorośli...

często zamiast powiedzieć coś co mi lezy na sercu a może innym sprawić np przykrość, analizuję,

czy moje słowa tą osobę zranią, czy to mój problem  i moja frustracja i to ja powinna sobie z tym poradzić wewnętrznie, a nie wypluwać tego, że uważam że ktoś jest na ten przykład matołem... zdarzyło mi się w życiu parokrotnie dość mocno kogoś urazić, ot! jedno słowo za dużo, były to dla mnie trudne lekcje, które potwierdzały teorie o złocie i milczeniu...

niestety nie nauczyłam się także mówić o uczuciach... owszem uczę się, że tak powiem na dzieciach, trenuję i mam na tym polu sukcesy, ale tylko z nimi...

Kiedy w mojej głowie wojna od emocji i niewypowiedzianych słów, moje usta milczą. Czasem nawet usta się otwierają się i zastygają w niewypowiedzianym zdziwieniu... żałuję, że nie potrafię mówić o moich uczuciach nawet do najbliższych osób... może już boję się wybuchu, który może wszystko zmieść co dla mnie ważne... uśmiech mam wciąż na ustach, choć serce przez to przeraźliwie smutne, oczy już nawet nie uronią łzy w ciemności, ot taka ze mnie pani lekko zagubiona w czasoprzestrzeni, nieogarnięta, wycofana....

Kiedyś myślałam że taki dysonans jest niemożliwy... myliłam się i to bardzo, można z tym żyć, myślę że długo.. może nawet całe życie... jak zwykle wszystko jest kwestią przyzwyczajenia... 

jednego jestem pewna milczenie nie złotem... milczenie zabija, dlatego moje dzieci gadają jedno przez drugie o wszystkim, nie uciszam... myślę, że wyjdzie im to na zdrowie..szczególnie psychiczne

15:22, kika_73
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 września 2018
11 LAT

Wczoraj opowiadałam Misiowi, jak to było z jego narodzinami... o stresie, o strachu, o niespodziewanym obrocie sprawy... na spokojnie, niemal jakby ta historia dotyczyła kogoś innego...

Moje pierwsze kroki w macierzyństwie nie były takie jak powinny być... w zasadzie ani pierwsze ani drugie kroki nie były takie jak powinny być. Obarczone stresem, moim pogubieniem się w sytuacji....wiele planów musiałam skorygować, niektóre nawet bardzo mocno.

Szczerze mówiąc, to brakuje mi takiego "normalnego" startu...

TYMCZASEM, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SYNU!!!!!!!!!!!!!!

wiesz czego ci życzę, a może to są bardziej moje życzenia.... nawet jeśli tak jest, to nie powinny ci zaszkodzić :)

14:38, kika_73
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 września 2018
NASZA "ELEKTROWNIA"

Tak naprawdę to nie wiem jak to ująć, żeby żle mnie nie zrozumiano....

 Właśnie mija niemal tydzień od czasu gdy Olo i babcia wybrali się na krótki sanatoryjny wyjazd, wracają w piątek...

 W tym tygodniu (w zasadzie od ubiegłej środy z przerwą na 24 godz. rozpoczęcia roku szkolnego) nie było także mojego męża.

Mimo naładowanego różnymi obowiązkami około-szkolnymi i około urodzinowymi (Miś ma za tydzień) obserwowałam dużo baczniej nasze życie, miałam czas na spokojne, normalne rozmowy z dziećmi, nienaładowane wyłącznie negatywnymi emocjami, gdyż ostatnio najistotniejszą częścią naszej komunikacji było rozdzielanie walczących i godzenie wiecznie zwaśnionych, które w dużej mierze sprowadzało się do tzw. "darcia mordy" dzieci i mojej.

 Zrozumiałam też jak wielki stres mam związany z Olkiem... przez ten tydzień była wyluzowaną, ale konsekwentną matką i gdy przymykałam na coś oko i również z drugiej strony (dzieciowej) widziałam to puszczone oko, i nikt nie naginał zasad, rozumieliśmy się w mig, każdy robił co do niego należało, wszystko poukładane, wzajemne zrozumienie...

Jutro wraca Olek, wszyscy za nim tęsknimy (może z wyjątkiem Misia). Widzę jak wiele energii wnosi w nasze życie. Tej radosnej dziecięcej energii, ciepła, wszędzie go pełno, tworzy ten rodzinny "hałas", który tworzy atmosferę domu...  Jednak jak wszystko,  co podane w nieodpowiedniej dawce, albo nie zadziała, albo zaszkodzi.

Na swoje własne potrzeby ułożenia sobie rzeczywistości porównuję  Olka do ELEKTROWNI (atomowej), o dużej mocy, niestety nie zawsze (lub raczej dość często) właściwie funkcjonującej. Najistotniejsze jest to, że nasza „Elektrownia”  ma zbyt dużą moc niedostosowaną  do potrzeb. Nasza domowa  "Elektrownia" produkuje całe masy energii, którą trudno jest skanalizować, nasza Elektrownia funkcjonuje z  szeregiem małych, ale  niemal ciągłych  pożarów instalacji,  albo zupełnych raptownych spięć na zmianę z nagłym spadkiem mocy. Obsługa tej Elektrowni nie jest łatwa, a wiem, bo jestem w przeważającej mierze  za nią odpowiedzialna. Wciąż szukam jakiegoś sposobu by energia lała się równym, stonowanym strumieniem i  wciąż nie znalazłam sposobu.

Drugą sprawą jest to, że przy tej Elektrowni  mieszkają pozostał moje dzieciaki i zaczęłam dostrzegać jak wiele ich kosztuje funkcjonowanie w jej cieniu. Korzystają z  ciepła, które daje, ale także widzę jak mniej nerwowo, spokojniej oddychają, gdy instalacja jest „przeglądzie” a one mają swoje bateryjki. Nie  ma rzecz jasna sielanki, ale też nie ma tego napięcia, które wnosi w nasze życie Olo, tej wiecznej czujności, bo pożar może wybuchnąć zaraz, za godzinę albo za pół dnia, wiadomym jednak jest, że wybuchnie…   życie z nadpobudliwcem - autystykiem nie jest łatwe dla nikogo...

Ja osobiście bardzo wypoczęłam przez ten tydzień, wyłączyła mi się opcja „stand by”,  która od lat nie daje mi rozluźnić mięśni i powoduje, że kark i ramiona są jakby przywalone ogromnym ciężarem…



12:58, kika_73
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 września 2018
KOLEJNY NOWY ROK SZKOLNY

Jeszcze wczoraj dzień wyrwany na spacer po plaży (cicho, cudnie, wiatr we włosach) a dzisiaj dzieci "wesoło" ruszyły do szkoły :)

Czas organizacyjny przed nami, minie dobre 2-3 tygodnie zanim wszystko się ułoży... choć muszę przyznać, że jestem spokojniejsza mając już ogarniętą terapię Olka, logopedę Julka, i angielski dla każdego... reszta to dodatek.... oczywiście skończy się tym, że będę się czuła jak kierowca taxi, ale takie życie rodzica dzieci, które chcą chodzić "na wszystko" (czyli każdy dostanie 1 zajęcia do wyboru! ;)

Jak Michał?... jeszcze nie wiem, bo z 5-klasistą iść do szkoły to siara, a że Miś jest "beztelefonowy" to kontaktu brak. 

Dzieciaki rozgadane, Zosia trochę "kozaczyła",  widzę jak dziś wyrywali się, żeby wieść prym w grupie.., czekam jak klasowa "grupa trzymająca władzę" ich trochę przytemperuje. Dzieci w klasie - 18, więc wszyscy będą "na oku"

12:17, kika_73
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 171