Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
poniedziałek, 20 lutego 2017
ZROBIŁAM TO!

Wiem, wiem, że gadam o tym od 2 miesięcy, ale dopiero dziś złożyłam wypowiedzenie!!!

W zasadzie porządkuję i dokańczam jedną sprawę :) i tyle, tylko (!) po mnie tutaj. Jakoś bez żalu.

Jeszcze 4 dni urlopu mam do wykorzystania, więc od jutra znów urlop. :)

Dotychczasowy urlop niestety nie był taki jak sobie zakładałam, więc te 4 dni tez nie będą takie :(

W chwili obecnej wszyscy jesteśmy chorzy

Mąż grzeje pielesze od soboty, do tego maluchy w różnej formie, Julek już drugi tydzień, mimo antybiotyku znów słabo, Zosia i Olek w normie kaszlenia, blisko zapalenia oskrzeli..... do tego Babcia w formie bardzo dalekiej od ideału. Spiskując z bratem zapisaliśmy ja dziś do lekarza (tak tak szewc bez butów chodzi, a dyrektor przychodni najlepiej uleczy się samodzielnie!!!) i będziemy ją wieźć. 

W najlepszej formie jesteśmy ja i Michał :) i oboje poszliśmy do palcówek :) 

Dziś robimy napad na doktora :)

Cóż dawno nie było takiego armagedonu...

12:19, kika_73
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 13 lutego 2017
ZMIANY, ZMIANY

No cóż, coś ten rok nie sprzyja mojej obecności w blogosferze....

Jestem na urlopie, trochę przymusowym, bo przed zmianą pracy muszę wykorzystać urlop zaległy i proporcjonalnie na styczeń i luty. W sumie wyszło prawie 3 tygodnie :) (wolałabym lipiec zamiast luty, ale cóż). Jestem w pracy tylko w pojedyncze dni i tylko zajmuję się zamykaniem tego co mogę i doprowadzenia do takiego stanu, by wszystko grało po moim odejściu.

Trochę dziwnie, bo jednak spędziłam tu ostatnie 12 lat!!! Matko jak to brzmi!!! Mimo dziwności sytuacji, to naprawdę cieszę się na ta zmianę. Czuję takie nowe otwarcie i mam wrażenie, że dotyczy ono nie tylko na sfery zawodowej. Czuje rodzącą się we mnie siłę!!! Może to tylko wiosna, może coś więcej, mam nadzieję, że coś więcej...

Wiem, że czeka mnie w nowym miejscu dużo pracy, ale ciekawej i wymagającej ode mnie sporej dawki kreatywności, a do tego z fajnymi ludźmi w tle :) Najgorszy hardcor dla mnie to konieczność wyrobienia się na 7.30. zwłaszcza, gdy mąż będzie poza domem. Nie cierpię porannego zwlekania siebie i dzieci, które jak zwykle z rana mają czas...

Tymczasem proza życia... Julek chory, co zdarza się średnia 2 razy do roku. Aż skończyło się antybiotykiem. W piątek, w ostatni dzień półkolonii, na lodowisku Michał przewrócił się i złamał sobie, ząb jedynkę (stałą). Nasz chłopiec bez zęba na przedzie, ma szczęście. Dość, że znalazł swój odłamany ząb, to jeszcze mamy ciocię Milenę, naszą ulubiona dentystkę, która przykleiła mu go. Wygląda jak nówka sztuka, no ale wiadomo, że to już kłopot na całe życie.      

To tyle... odezwę się :)

11:25, kika_73
Link Komentarze (4) »
sobota, 28 stycznia 2017
Jeszcze sie dobrze luty nie zaczął a mamy już 2 zgony. I to w ciagu 24 godzin. Masakra. Kurczę może by ten luty wymazać z kalendarza...
17:54, kika_73
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 stycznia 2017
STAN NA DZIŚ

Olek drugi tydzień w domu kończy antybiotyk - zapalenie oskrzeli. Dawno tak długo nie chorował...

Miś - był na tyle chory w poprzednim tygodniu (jak kaszle wydając z siebie "lechu lechu" wiem, ze musi zostać w domu). Na szczęście 2 dni inhalacji postawiły go na nogi, ale treningi wstrzymane do końca tygodnia.

Zosia - od wczoraj w domu wirusówka na razie bez antybiotyku. Pani doktor twierdzi, że się wygrzebie do środy max czwartku

Julek - ostatni na placu boju, obudził się dziś z krtaniowym kaszlem i zielonymi glutami. I pewnie by też został w domu, ale mają dziś dzień babci i dziadka, dlatego po inhalacji, syropie i  czyszczeniu nosa poszedł ubrany na galowo do przedszkola. Wciąż z niepokojem patrzę na telefon...

Tak więc niania w domu z chorymi, ja w robocie, ale też mnie coś łapie....

Poza tym dopada mnie jakieś chyba już przednówkowe zmęczenie... do tego stres przesiadkowy pracowy też mnie łapie za gardło.

Poza tym mężowa babcia słabiutka.. a ja luty to kojarzę w dużej mierze z pogrzebami... mam nadzieję, że tzw. babka Lotka po raz kolejny pokaże wszystkim, że gromnicy jeszcze dla niej wyciągać nie trzeba :)

Ferie za tydzień...

10:31, kika_73
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 stycznia 2017
W ZAWIESZENIU

Choć już miałam napisać radosny pean na temat: zmieniam pracę, to teraz mogę tylko napisać, że jestem w zawieszeniu pomiędzy obecną pracą a ewentualną przyszłą. Kurcze coś mi z tymi zmianami pracy pod górkę, może właśnie jestem w miejscu przeznaczenia??? i tak będę tu siedzieć do emerytury i nie powinnam już sobie niczego szukać....

W nowej pracy jestem po rozmowie i po ustaleniach, że zaczynam od marca. Narazie jest to ustne zapewnienie, wydaje się rzetelne, ale... co by się stało, gdyby ten przyszły szef nagle się zmienił... hipotetyczność tej sytuacji wcale nie jest taka wysoka....czy nasze ustalenia pozostają bez zmian? Czy ustne ustalenia są w jakikolwiek sposób wiążące? Już raz miałam sytuację, że dano mi do zrozumienia w piątek, że pracę mam a w poniedziałek okazało się, że dostał ja ktoś inny...

Póki co wypowiedzenia nie składam...

w  związku z tą sytuacją trudno mi w tym nowym roku idzie pisanie.

W domu Olek z Misiem znowu są na wojennej ścieżce, Nie ogarniam tej braterskiej miłości polegającej na tym że się wciąż szturchają... do kompletu Julianek przestał skarżyć a zaczął oddawać braciom... mąż w  zasadzie nieobecny, a jak obecny to przywiązany do kompa, więc jakoby go i tak nie było. Widzę, że pada na ryj i nawet za dużo nie gadamy.  I ja jestem zmęczona, tylko, że znowu okazuje się, że mam do tego najmniejsze prawo.... bo przecież przez 8 godzin w pracy wypoczywam....

09:21, kika_73
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 stycznia 2017
JEŚLI...

nadchodzący rok "pracowy" można prognozować po pierwszym dniu pracy.... to

będę miała jej sporo...  będzie zróżnicowana, będzie zaskakująca, będzie nawet kreatywna, będzie miła.

Gdy pierwszego dnia pracy dzieje się duże ŁAŁ to potem .... albo ten rok pracowo będzie lotem w kosmos, albo wielkim rozczarowaniem, bo wielkiemu ŁAŁ później trudno sprostać....

Kochani!!!

w Nowym Roku,

klasycznie oprócz zdrowia

życzę wam

spełnienia (chociaż) jednego marzenia!!!

16:08, kika_73
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 grudnia 2016

migrena w natarciu...ałć.. jestem w pracy, ale prawie nie funkcjonuję...

09:33, kika_73
Link Komentarze (2) »
środa, 28 grudnia 2016
I JUŻ PO...

ciekawe ile osób cieszy się, że już po.

Mimo obietnic, że święta robimy bez spinki to i tak nie da się jej uniknąć. Do wigilii siadałam zwyczajowo zmęczona jak po wielkiej pardubickiej. Niestety przyczynami mojej spinki był głównie mąż wraz z moją mamą...  mama pojechała na cmentarz i przepadła na dobre 3,5 godziny a potem dziwiła się, że a co nam się tak spieszy, jak to już chcemy tą wigilię, a nie można tak koło 18.30? My z kolei w naszymi "zadaniami" byliśmy gotowi już po 16.00 zasadzie. Do tego dzieci "podjarane" opcją prezentów, w tym Michał wietrzący podstęp i usiłujący wyciągnąć informację, że to przecież rodzice podrzucają prezenty...

Generalnie lawirowanie pomiędzy mamą a mężem bywa dla mnie nieznośnie. Nie mogę i nie chcę zajmować stanowiska  być po którejś (zwykle przeciwstawnej) ze stron. Trudne jest t dla mnie...

Tak czy inaczej dzieci zadowolone tylko w części, bo w tym roku z premedytacją nie było lego. I tylko Zosia i Julek potrafili w liście do Mikołaja określić jakieś swoje marzenia "pozalegowe". Prezenty więc było nie do końca takie jak sobie to wymarzyli. Dostali natomiast prezenty, które wymagała współpracy... a to łatwe dla nich nie jest.

W I dzień świat zepsuł nam się dzieciowóz i mogliśmy jechać tylko w 5 osób. No to tez była dla nich jakaś lekcja. Wymyślili sami rozwiązanie tj. losowanie i powiedzieli jak je przeprowadzić. Nie było to jednak potrzebne, bo gdy Zosia usłyszała że jest alternatywna impreza u jej chrzestnej, to zdecydowała, że do babcie jechać nie musi :) Do kompletu dołączył Olek więc mieliśmy tylko 2 chłopaków na pokładzie.W II dzień świąt odwiedziny u mężowego kuzyna tym, razem bez Misia. Też było miło.

Dlatego, że nie spędziliśmy tego czasu tak do końca razem to pomyślałam że fajnie się złożyło, że chociaż dzień poświąteczny będziemy "w kupie". I niestety poranna awaria czegoś tam spowodowała, że mąż wybył w zasadzie na cały dzień... czasem zastanawiam się, czy ktoś tego nie ukartował!! jakiś złośliwy los...

Tak czy inaczej ja już dziś w pracy, a dzieci z mężem. Jutro najprawdopodobniej pójdą do przedszkola, mąż z Misiem wybywają jedem na poligon, a drugi na nocowankę do kuzyna...

i tak oto poświątecznie.

ps. Przepraszam za brak życzeń światecznych, ale starałam się zrobić przedświąteczny odwyk od internetu i my wyszło :) 

11:10, kika_73
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 grudnia 2016
DZIEŃ Z JULKIEM

W sobotę okazało się, że na niedziele w planach jest wyjazd do babci. Wtem, przypomnieliśmy sobie, że Julek jest zaproszony do kolegi na urodziny. Cóż innego było robić, mąż z pozostałą trójką pojechał, a ja z Julkiem zostaliśmy. Julek jakby bez żalu :) bo zaraz skonstatował, że będzie mógł dopaść kompa z bajkami bez konieczności dzielenia czasu z rodzeństwem.

Choć kusił mnie rajd sklepowy za ostatnimi prezentami, to zaproponowałam Julkowi, zamiast kompa basen i chińszczyznę :)  i co mój Julek na to?:

- Mamo to tak jakby był prezent świąteczny dla mnie !!!

Uwielbiam jego minimalistyczne podejście doi życia!

Tak więc po urodzinach pojechaliśmy na basen, z basenu do "chińczyka" potem jeszcze do zoologicznego. Julek był wniebowzięty!!! Wyszalał się na basenie (w okresie przedświątecznym basen jest w zasadzie pusty :), potem wciągnął chińszczyznę a na końcu w zoologicznym zakupiliśmy towarzysza dla naszego krabika :)

Wiem, brzmi to... normalnie, ale niestety w rodzinie tzw wielodzietnej spędzenie 7 godzin tylko z jednym dzieckiem, poświęcenie tyle czasu na rozmowę na bycie face to face, jest dla obojgu (dla rodzica i dziecka) jak niezapowiadana gwiazdka z nieba.

Dla mnie też to był miły dzień. Uwielbiam czas z Julkiem, świadomym, rozsądnym, z zasadami, takich dzieci faktycznie można mieć z trójkę! Pomijając jego nieustanny pociąg do żartowania z wszystkiego co się da!

15:38, kika_73
Link Komentarze (4) »
środa, 14 grudnia 2016
JAK CO ŚRODĘ...
Pomysł warsztatów zamykających pewien projekt na tydzień przed świetami uważam za dość poroniony. Niemniej jednak jestem. Siedzę sobie w zapadłej niemieckiej wsi i dyskutuje na temat jak zbawić świat. (Niemal;) O naszym domowym trybie życia w ostatnich 2 miesiącach może świadczyć wczorajsza rozmowa. Tatuś krótko mówiąc jest sporo nieobecny, następny kontrakt, następne zlecenie kolejna firmowa wigilia itd... Wpada na 12 godzin i znika na kolejne 2-3 dni. Próbowałam powiedzieć dzieciom, że wyjeżdżam na 2 dni. A Miś zapytał z przerażeniem w oczach: - a kto będzie się nami opiekował? (Pytanie pewnie wynika z obawy, ze będzie musiał zajmować sie swoim rodzeństwem) Odpowiedziałam, że tata. - a czy on naprawdę przyjedzie? -zapytał Miś Kurtyna. Poczułam sie jakbyśmy żyli conajmniej w separacji... Jestem dla nich gwarantem jakiejś stałości. Środa to trudny dzień. Mamy zajęcia pomiędzy którymi trzeba niezłe lawirować, żeby wszystko dopiąć. Mąż ma dziś spore logistyczne wyzwanie. Trochę przewracał oczami, ale kurcze ja to robię co środę on też czasem może...
17:53, kika_73
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 161