Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
piątek, 20 lipca 2018
TYMCZASEM...

Miś kończy dziś półkolonię "muzealną". Faktycznie przez 5 dni, bez względu na pogodę, mimo deszczu, chodzili i zwiedzali swoje miasto (a ustalmy, że w metropolii nie mieszkamy). Generalnie jestem zdania, że każdemu młodemu człowiekowi przyda się wiedza na temat miejsca gdzie mieszka.

Misio jak wcześniej wspomniałam, poszedł na półkolonię , głównie ze względu na obiady w ulubionym mlecznym barze :). Jednakże okazuje się, że pominąwszy kwestię karmienia, jest zachwycony!!!!! Zwiedzaniem!!!! ŁoŁ!!! Wchodzili np na remontowaną po mega pożarze (niedostępną w tej chwili) wieżę katedry, co zrobiło na nim PIORUNUJĄCE WRAŻENIE!!! Zachwycony porozsiewanymi po mieście maleńkimi mozaikami, muralami i w ogóle samymi pomieszczeniami muzealnymi (stary spichlerz), które ja sama bardzo lubię za nastrój. No i panie im się fajne trafiły! Miś paniami tez zachwycony!!!

Jestem zadowolona, że jednak go namówiłam... myślę, że mu coś w tej łepetynce zostanie...

Tymczasem klarują się nam wakacyjne plany...

Tymczasem mąż na Woodstoku... "przygruchał sobie" psa jednego z pracowników firmy przygotowującej imprezę. Pies przyjechał ze swoim właścicielem, a mąż "kupił go" gwizdnięciem i mizianiem. Chodzą razem na spacery i psisko patrzy mu w oczy. A mąż zupełnie nie jest odporny na spojrzenia czarnego labradora. Wiemy dobrze, że "labki" to psy, które kochają wszystkich, ale swoją drogą nie wiem co sądzić o więzi z właścicielem, którego pies olewa na rzecz zupełnie nowej osoby po 5 minutach znajomości...

coś mi się wydaje, że to są podchody do przygarnięcia nowego czworonoga...

Miłego weekendu!!!!

10:35, kika_73
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 lipca 2018
CHWILO TRWAJ!!!!

Miś powrócił w ubiegły czwartek od  babci i od razu zasiadł przy PSP. Zapowiedziałam mu, że w piątek planowo idzie po południu na zajęcia tenisowe. Co usłyszałam? "Z miłą chęcią mamusiu!" no dobra zdębiałam, przyznam.

Zapisałam go na półkolonię do miejskiego muzeum. Przez cały tydzień zwiedzają swoje własne miasto. W zasadzie do pójścia na te zajęcia przekonał go fakt, że będą jeść obiady w ulubionym barze mlecznym :). Po zajęciach Miś przychodzi do mnie do pracy. Pytam go więc z nieśmiałością i w oczekiwaniu na focha: "jak było?".

Usłyszałam: "Mamo ledwo żyję, ale było super!" opowiedział gdzie był (dużo zapamiętał!), co robili, normalnym głosem, bez odrobiny pretensji, miła rozmowa, łał!

Poza tym ciągle słyszę, mamusiu czy mógłbym... a nie daj, ze schodów schodzi, a nie ma dźwięku jakby spadał z łoskotem, podlewa swoją roślinkę, myje zęby bez przypominania, nosi aparat, jest radosny i pozytywny, dokucza w normie, no miły młody człowiek i do tego dobrze wychowany niemal!

Do tego pod wieczór dostarczyłam, im "zgrzewkę" książek z empiku, także dla Misia. I zamiast bojkotu, co usłyszałam? "Mamusiu! uwielbiam tą serię! Jutro zacznę czytać!" No niemal kubek wypadł mi z ręki! A na samiuśki koniec Mis zawisł na poręczy schodów mówiąc: "Mamo nie mogę zasnąć, tak jestem podekscytowany jutrzejszym dniem!" 

Nie wiem ile to potrwa, ale nawet te parę dni jest dla mnie miłym wydarzeniem! Chciałam powiedzieć, że mam nadzieję, że nic na boku nie bierze, ale przypomniało mi się, że za namową znajomej pani doktor (psychiatry dziecięcego a jakże!) suplementuję go od 3 tygodni preparatem z kwasami omega 3 i 6 ale wyjadę mi się, że jednak to nie mogło jeszcze zadziałać. Zresztą Olka też suplementuję (ale od tygodnia dopiero) i szczerze powiedziawszy wydaje mi się jakby tez miał jakiś rozwojowy skok...  może to tylko wakacje, więcej luzu i odpoczynku im tak dobrze zrobiło....

tak czy inaczej CHWILO TRWAJ!!!!!!!!

09:51, kika_73
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 lipca 2018
PIĄTKU!

czekałam na ciebie cały tydzień....

11:41, kika_73
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lipca 2018
PARĘ LUŹNYCH ZDAŃ

W końcu dziś spadł deszcz i pada... oczywiście nie wszyscy się cieszą, ale ja tak.

W tym tygodniu:

-Miś wakacjuje u babci z kuzynem,

-Zosia i Lulek są na półkolonii (normalnie im zazdroszczę),

-Olek podjął decyzję, że nigdzie iśc nie chce, więc kontynuuje  terapię w normalnym trybie.

Ja zaliczyłam w ubiegłym tygodniu niemoc, ogólne osłabienie, z temperaturą około 38 stopni, a potem spadkiem na 35,6. Odżyłam w piątek....

Świadomość, że mogłabym jednak żyć bez pracy, walczy we mnie z doświadczeniem 3 dnia spędzonych przede wszystkim na karmieniu małoletnich kolokwialnie mówiąc przy garach.

Jak chcę się jeszcze dobić, przeglądam fb i inne istra... oglądając uśmiechnięte gęby na super wakacjach.

Dopada mnie presja, by dzieci miały co opowiadać na lekcji o temacie: "Co robiłeś na wakacjach". Żeby powiedziały coś więcej niż, że zjeżdżali z górki na złamanie karku na różnych dostępnych sprzętach z kółkami... Wciąż wiem, że w żaden sposób nie dorównam moim wzorcom, które to w radości ze wspólnie spędzonego czasu przemierzają kolejne polskie miejscówki przybliżając małoletnim zarówno cuda przyrody, tak i kultury...

Wakacje jak zwykle mamy bez męża, zaangażowanego w to, by w tym czasie dobrze bawił się ktoś inny... czemu ze mnie taka dupa wołowa... czego ja się cholera boję, że coś nie wyjdzie??? Nie ważne....

Wczoraj gdy odbierałam dzieci z półkolonii usłyszałam jak to panie rozpływają się na Lulkiem... chłopak ma urok, wdzięk, przyswojone podstawy dobrego wychowania, dystans do siebie i świata, o poczuciu humoru nie zapominając... i pozamiatane :) panie odpłynęły w peanach na cześć.

Zosia wcale nie zazdrosna, woli być z tych krnąbrniejszych.

Dziś przy śniadaniu (Zosia i Julek) odkryłam brak.... kłótni!!!! aż włączyłam radio, to w ramach rekompensaty, za spokój przy posiłku, zaczęło nieźle rzęzić....

Wróciłam do realizacji pomysłu przygotowania czytanek dla Olka. Mimo opanowanych liter, wyrazy więcej niż 3 sylabowe wydają mu się zagadką nieodgadnioną, a gdy zobaczy więcej niż 5 linijki tekstu na stronie, podnosi larum jakbym kazała mu przeczytać co najmniej POTOP.

Wymyślam więc krótkie historyjki z batmanami, hiroł_faktorami i klockami lego w tle. Potem zrobię z tego foto książkę i mam nadzieję, że go to zachęci, żeby w ogóle podjąć kroki związane z czytaniem...

Poza tym jestem jak ten wpis, chaotyczna, łapiące pięćset spraw naraz, lub lewitująca bez sensu.

Miłych wakacji!, nasze dopiero w sierpniu nie wiadomo jeszcze nawet gdzie....

15:34, kika_73
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 czerwca 2018
TREFNY POCZĄTEK LATA

Jakoś słabo się zaczęły te wakacje, chorobowo. Już codzienne (od tygodnia!) wizyty w przybytku jakim jest przychodnia osłabiają mnie, a co dopiero wirusy, które nas tam sprowadzają.... Dziś jedna wizyta za nami, a druga przed nami - laryngolog ... Mijo dostał 2 antybiotyk (dodatkowo!) od lekarza, który raczej nie przepisuje antybiotyków! i  choć  w zasadzie nie wiadomo co mu jest, trochę niby gardło, trochę stan podgorączkowy, a jednak to nie powinno go tak osłabiać....

Poza tym Zosie wczoraj coś użarło (nie kleszcz). Posmarowane, wieczorem nic nie było a po nocy zrobił się jej czerwony placek na nodze. Dochtore i Pani zabiegowa popatrzyli, że żadnego żądła nie ma i zrobili magiczny okład.... oby zadziałał.

Nie wywołując wilka z lasu, i nie wyłączając mnie, tylko Julek nam się (jeszcze) nie pochorował..... zmęczona jestem.... dobrze, ze chociaż małosolne mi dobre wyszły....

14:37, kika_73
Link Komentarze (5) »
wtorek, 26 czerwca 2018
SYNDROM "PRINCZIPESSA"

Niestety choroba nas powaliła w czwartek przed końcem roku szkolnego. Rozłożył się i Olek i Zosia. Z tym, że Olkowi udało się wziąć udział w  zakończeniu a Zosia niestety leżała powalona gorączką. Mimo to, koniec roku szkolnego uznajmy za pomyślnie zakończony. 

Jakieś 3 tygodnie temu Zosia poinformowała mnie, że kurier przyniósł Pani wychowawczyni dyplomy Wzorowego Ucznia. Gdy spytałam, czy będzie miała, odpowiedziała (ze smutkiem), że nie. Zdziwiłam się trochę, bo wiem, że Zosia szkolnie jest  ogarnięta na tip top, łącznie z diagnozą napisaną na ful punktów. koniec końców okazało się jednak, że Zochna dostała swojego "Wzorowego Ucznia", czym była tak zaskoczona, że pojawiły się niemal łzy wzruszenia w oczach (a może to gorączka???).

Tak czy inaczej Zosia zbudowana swoją pozycją prymusa zaczęła "Kozaczyć!". Często tak też bywa, gdy długo niewidziane ciotki mówią: "Oj ty jesteś jak księżniczka pomiędzy tymi chłopakami! Mądra, śliczna etc..." tak czy inaczej z mojej ostatnio słodkiej zrównoważonej dziewczynki w ciągu pary godzin wyszła bezczelna wredna jędza, której wszyscy mają się podporządkować. Apogeum osiągnęła w niedzielę nazywając swojego najstarszego brata, cytuję: "pieprzonym gnojkiem". Wszyscy stanęliśmy jak wryci. Ja robiłam szybki rachunek sumienia czy  o kimś mi się tak nie wymsknęło...... Obrażona na świat idzie wtedy do siebie ryczy, wydziera się na każdego, kto próbuje przekroczyć próg jej pokoju, wtedy faktycznie odpuszczamy czekając aż sama zdecyduje się wyjść. Często z rozpaczy zasypia i budzi się już jako "normalna dziewczynka" Tym razem długo ją trzymało... puściło dopiero wczoraj późnym popołudniem, gdy wszyscy wylegliśmy na naszą osiedlowa ulicę, z kolegami i psem sąsiadów... mam nadzieję, że ten stan długo nie wróci.... już myślę ze strachem o przyszłych napięciach przedmiesiączkowych.... 

Tymczasem Olek, o długich przemyśleniach własnych odważył się w końcu spróbować i trenuje naukę jazdy na rowerze. Trenuje z zacięciem, ale po swojemu. Ma owszem problemy z pedałowaniem, ale całkiem przyzwoicie utrzymuje równowagę i ładnie hamuje. Daje nam to nadzieję, na nową możliwość spędzania wspólnie czasu pedałując po bezdrożach :)

Tymczasem Miś udał się wczoraj na krótki, bo 5 dniowy obóz w leśnej głuszy, pod namiotem. Pogoda szału nie robi, więc mam tylko nadzieję, że ubiera się odpowiednio. Ponieważ obóz jest polsko-niemiecki mam tez nadzieję, że w końcu zrozumie, że uczenie się języków obcych to nie kolejny przedmiot w szkole a jest przydatne w życiu w kontaktach z kolegami...

Tymczasem :) mnie przewiało na maxa i jestem w lewej połowie lekko sparaliżowana...

--------------------27.06.2018 up date --------------------------

Miś wrócił wczoraj wieczorem z gorączką. Nabył się na obozie jakieś 30 godzin...

Zdążył się nauczyć po niemiecku: "Achtung die Kurve"

---------kurtyna--------------

11:12, kika_73
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 czerwca 2018
BYŁ SOBIE PLAN...

Szykowaliśmy się na naprawdę galowe z dużą fetą zakończenie roku szkolnego. W końcu 4 szkolnych dzieci mamy po raz pierwszy!!!

O 8 poszli ostatni dzień na "lekcje", o 10 telefon, że Olek niewyraźny. Niania odebrała go wcześniej, w domu zmierzyła temperaturę: 38,6. Dostał przeciw gorączkowy. Po godzinie niania zmierzyła temperaturę... Zosi 37,9.... Obstawiam anginę.

Do teorii, że dzieci chorują zwykle przed długim weekendem, względnie świętami, dołączmy jeszcze wakacyjny wyjazd do babci...

No i cały radosny plan poszedł się... paść.

Co ja q.. wa jeszcze robię w tej robocie, zamiast kłaść dzieciom okłady na czoło???

12:35, kika_73
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 czerwca 2018

Nie mogę się ogarnąć w normalnym życiu po tych wakacjach...

12:22, kika_73
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 czerwca 2018
ROZBUDZONY APETYT

Kilka ładnych lat posuchy wyjazdowej uśpiło mnie, moje ciągoty do podróżowania, poznawania, przemieszczania się. A weekendowe wyjazdy nie miały aż takiej mocy, by mnie przebudzić.

Wakacje z dziećmi, między innymi dzięki Olkowi protestującemu przeciw wszystkiemu co wiąże się z ryzykiem nieznanego oraz postawie mojego męża, który traktował wspólne wyjazdy wyłącznie jako przykry obowiązek (skupiał się na pilnowaniu dzieci przechadzając się nad nimi w prawo i lewo z rękoma założonymi z tyłu- tylko mi szpicruty brakowało...), na który ja się upierałam, w zasadzie ukształtował we mnie poczucie, że podróżowanie nie niesie ze sobą nic oprócz stresu.

Oczywiście próbowałam w tej atmosferze urwać te parę chwil zabawy (beztroskiej zabawy) z dziećmi, które miały na to ochotę, parę chwil, które dawały namiastkę wypoczynku i leniwego spoglądania na świat przez wakacyjny filtr. Ale nie dawałam rady w konfrontacji ze skupioną na dozorowaniu miną męża i zwykle fochem Olka lub zaczepianiem pozostałego rodzeństwa przez Misia z Olkiem na spółkę. W zasadzie wielokrotnie doszłam do momentu, w którym stwierdzałam, że jestem pod tym względem ...ujową matką, skoro nie daję razy, nie potrafię tak zorganizować czasu małoletnim, byśmy wspominali urlop spędzony w sielankowej atmosferze...

W końcu MOJE upieranie się, przy wyjeździe innym niż do pier...lonych Sianożętów (osobiście bardzo je lubię), i obranie kierunku Chorwacja (drooooga dłuuuga) jakoś przerwało tą passę. Olek zadowolony skaczący po kamieniach na brzegiem, Julek nurkujący w odmętach Adriatyku, Zosia i Miś również zadowoleni śmigający na fishboardach, mąż odrobinę bardziej zrelaksowany choć wciąż z rękoma splecionymi na duuuupie... dało mi sygnał, że kuuurwa koniec z tym siedzenie w domu.

Dodatkowo nasz powtórny wyjazd do Chorwacji, dał mi wiatr w żagle, że potrafię zorganizować wyjazd od A do Z, że za jakieś rozsądne pieniądze.. poczułam trochę wolności.... chodziłam jak głupia wąskimi uliczkami, pragnąc dostrzec każdy szczegół i wryć go sobie trwale w pamięć...

Nie wiem jak dalej będzie. Mam nadzieję, że uda mi się choć trochę coś zrealizować z moich planów (wcale nie takich górnolotnych) i nie będę musiała z zazdrością patrzeć na wrzucane na FB zdjęcia z udanych sielankowych wakacji czy wyjazdów z dziećmi innych....

Wewnętrznie buzuje we mnie. Cały czas myślę o ZMIANIE. Zmianie w moim, naszym życiu. Wolałabym, żeby to była zmiana na lepsze...

10:24, kika_73
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 czerwca 2018
NO ESTEM....

Powróciłam.... w pracy łaskawie za dużo się dziś nie dzieje, więc pracuję swoim tempem i nikt nie stoi nad głową.

Wyjazd w takim gronie z mamą (l.70) ciocią (l72.) i przyjaciółką mamy (l. 58) zdarzył mi się pierwszy raz w życiu. Nasze starsze panie mają duszę 30latek, ale już niekoniecznie kondycję. Musiałam trochę nakombinować się, byśmy wszystkie dostały w miarę to czego chciałyśmy. Musiałam tez parę spraw z mojego ambitnego planu odpuścić... nie bez żalu. Jako "kierowniczka" wycieczki chyba sprawiłam się całkiem nieźle :) Nałaziłyśmy się wąskimi urokliwymi uliczkami, zaliczyłyśmy tysiące schodów w Dubrowniku, nasiedziałyśmy się w Splicie na Rivie pod szumiącymi palmami , nawdychałyśmy się historii sprzed prawie 2 tysięcy lat. A mi wciąż mało...  Jeśli ktoś potrzebuje przewodnika i organizatora wycieczki ...here I`m.

Choć Dubrovnik to jest taki turystyczny punkt obowiązkowy, to jednak Split jakoś mnie bardziej urzeka, mimo swojej wielkości.... Do Chorwacji mogę wracać choćby jutro!

Choć donoszono mi, że dzieci mają się dobrze, to gorące przywitanie po powrocie sprawiło, że zrozumiałam, że matka tez im do czegoś jest jeszcze potrzebna. Co ciekawe wyglądało, że najbardziej stęskniony był Misio. Nie mógł się oderwać ode mnie :)

niestety to juz najprawdopodobniej koniec wojaży do II połowy sierpnia... no i wiosna moja, jesień męża...

kończę więc, biorąc się, za raporty zalegające na biureczku....

 

 

12:33, kika_73
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 169