Mój blog ma być o tym co mnie codziennie otacza, czyli deczko absurdu, odrobina głupoty, całe kilo miłość, radości itd...
Blog > Komentarze do wpisu
5 BIEG

zawsze sądziłam, że będę wieść spokojne, nudne wręcz życie. Z 4 dzieci nie ma takiej opcji. np. w tym tygodniu w dniu gdy oboje z mężem byliśmy na szkoleniach dostałam telefon ze szkoły. Syn Olek nudząc się po napisanym teście z matmy włożył sobie gumke od długopisu zmazywalnego do nosa. NA tyle skutecznie i głęboko, że bez interwencji lekarskiej nie dało rady. Pomysł pań by wzywać karetkę skutecznie podniósł mi ciśnienie, a moja odległość ok 100 km od szkoły zdawała się być przepaścią. Szczęśliwie babcia wkroczyła do akcji i zawlekła do znajomej laryngolog. Gdy już dotarłam do domu, gumka leżała w pudełku a Olek lekko speszony i zaskoczony tym co się zdarzyło był jakby spokojniejszy niż zwykle.

Sprawy problemowe w pracy męża wciąż nie zostały rozwiązane i wciąż siedzimy na bombie. Lont został już podpalony, pora uciekać. Mam nadzieję, że mężowa refleksja, że może pora prace podporządkować życiu, a nie życie pracy,  nie jest tylko rzucaniem takich okrągłych frazesów, a głębszą przemyślaną strategią na najbliższą przyszłość. W takich sytuacjach gdy jedne drzwi się zamykają, okazuje się, że wiele innych stoi otworem i człowiek zastanawia się nad pojęciem np lojalności 

Udało man się mimo tego spędzić kilka dni w górach. Zosia z Misiem  i mężem wyjeździli się na nartach choć niedosyt pozostał. Ja z Julkiem i Olkiem pławiliśmy się w basenach i zjeżdżaliśmy na sankach. Olo zaskoczył mnie swoim pływaniem....pozytywnie rzecz jasna.

Mi udało się spędzić miły weekend z koleżankami w spa. W ramach przymiarek remontowych przyszłym tygodniu przychodzi moja koleżanka, która zawodowo zajmuje się architektura wnętrz... mam nadzieję na jakieś świeże spojrzenie na nasz domek...

Tak więc życie wciąż wciska piąty bieg i gna przed siebie. Nie jest to to samo, co życie na pełnej petardzie, ale też dość zajmujące.

Tymczasem słońce coraz śmielej rozjaśnia ponurość na przednówku. Przednówek kojarzy mi się w dużej mierze z odchodzeniem... mieliśmy kolejny pogrzeb w rodzinie, odszedł mój wujko-dziadek, który odwiedzając nas zawsze coś dla nas przywoził w swojej skórzanej torbie, a to jabłko, a to jakiegoś cukieraska..... 

Trudno mi się jakoś tu pisze, ale postaram się kontynuować. Zastanawiam się też jak zabezpieczyć gdzieś moje wpisy z tego miejsca, by kiedyś mogła poczytać np moja Zośka o naszym życiu...

Tymczasem z optymistycznym słońcem za oknem życzę miłego weekendu.

piątek, 08 lutego 2019, kika_73

Polecane wpisy

  • KONIEC ROKU

    nie jest dla nas łaskawy... dostrzegam, że jedną z najważniejszych wartości naszego małżeństwa, jet ta, że w momencie kłopotów stoimy za sobą murem. Niestety od

  • PRZY GRUDNIU

    Przez świętami staram się na siłę trochę wzbudzić świąteczną atmosferę. Pomaga mi w tym Zosia przejęta świątecznymi występami, pieczeniem pierniczków oraz wypeł

  • NIE MAM

    czasu, ani weny do pisania. Pewnie pokuszę się o jakiś rocznicowy wpis z okazji następnego wtorku, ale generalnie... 

Komentarze
2019/02/14 11:33:31
Pisz, Kochana, pisz!
-
2019/02/14 17:23:03
Pisz. Mi też coraz trudniej pisać "Gertrusię", ale walczę i staram się chociaż raz na jakiś czas coś stworzyć. I też zastanawiam się, jak zachować te wpisy dla Truśki- może kiedyś zechce poczytać o swoim dzieciństwie.
-
2019/02/27 13:39:17
O tym że blox się zwija już wiesz, prawda?